Paczka wraca do gry

Iwona Pawłowska: Szczerze mówiąc już myślałam, że ten rok będzie bez Szlachetnej Paczki w Złotoryi. Długo zwlekałeś z podjęciem decyzji, by ponownie liderować projektowi. Dlaczego?

Paweł Zabłotny: Nie wiem. Jakoś w tym roku tego nie czułem do końca. Tamten rok dał mi popalić. Trochę nieprzyjemności mnie spotkało. Docierały głosy, że pomagamy komuś, komu pomoc się nie należy, że pomoc była nietrafiona. Takie komentarze pojawiały się na różnych forach. Były też różne problemy z wolontariuszami. Ale głównym powodem jest to, że pozmieniało mi się w życiu i  w końcu jestem szczęśliwy i zakochany. .Biorę ślub, mam teraz dzieci. Mam też więcej obowiązków i nie mogę dać z siebie tyle, ile dawałem wcześniej. Wcześniej poświęcałem na to 8 godzin dziennie od września do grudnia. A teraz muszę ten czas ograniczyć. Skupię się bardziej na zarządzaniu. Czytaj dalej

Kluczem są ludzie

 

Wilhelm Rochner jest pełnomocnikiem firmy Borgers, inwestora na terenie złotoryjskiej podstrefy LSSE. W rozmowie z Iwoną Pawłowską ujawnia miedzy innymi, na jakim etapie są prace związane z budową fabryki.

Iwona Pawłowska: Z jakiego powodu firma Borgers wybrała Złotoryję na lokalizacje zakładu? Czym wygraliśmy z Zieloną Górą? Czytaj dalej

Czas jest w nas

Ostatnio dość często byłam gościem miejscowego oddziału chirurgii. Traf chciał, że jedną z zatrudnionych tam pielęgniarek okazała się moja dawna całkiem bliska koleżanka. Koleżanka z dzieciństwa – dodam, bo w wieku bardziej zaawansowanym posiadanie koleżanek, przyjaciółek, powierniczek jest szkodliwe i skutkuje prędzej czy później zgagą. Jako że koleżanka była z tych dawnych, zrozumiałe jest, że jej nie poznałam w pierwszej chwili, bo przecież starzeją się tylko inni, my- nigdy. I fakt, że jej nie poznałam, zaciążył na naszych bieżących relacjach. Traktowała mnie z wyniosłą obojętnością. A to przecież do niej, mając lat jedenaście, pisałam z troską: „Mój chomik zdechł, a jak u Ciebie ze zdrowiem?” Czytaj dalej

Rekonstruktorka

Iwona Pawłowska: Jak się czujesz jako jedyna kobieta w grupie złotoryjskich rekonstruktorów?

Dorota Konieczna: W tej chwili jestem jedyna, ale jeszcze dwa lata wstecz była z nami Gosia Kurjata. Raz na jakiś czas przebierała się też inna koleżanka. Teraz jednak zostałam sama. A jak się czuję? Chłopaki mnie traktują dobrze. Czytaj dalej

Rozkręcili młyn

Na początku miało być zupełnie inaczej. Miała być tylko elektrownia wodna. W sumie to nieistotne gdzie. Mirek i Aneta prowadzili dobrze prosperujący biznes pod Poznaniem. Zajmowali się utylizowaniem odpadów niebezpiecznych. W pewnym momencie uznali, że trzeba poszukać jeszcze czegoś, co urozmaici ich działanie, czyli jak mówią – drugiej nogi biznesu. A że czas temu sprzyjał, rząd namawiał na inwestowanie w energię odnawialną, zdecydowali się na elektrownię. Najpierw myśleli o Pomorzu, ale tamta nie przypadła im do gustu i na szczęście – jak się po latach okazało – zdecydowali się kupić dawny młyn w Sędziszowej – okazały budynek z historią, pamiętający czasy Goethego i Mickiewicza. Czytaj dalej

Gdyby nie…

 

Czasem o ludzkim losie decyduje zupełnie irracjonalny splot przypadków, czasem bardziej racjonalne geny. Jak było w przypadku Kamila? Może gdyby jego mama wiedziała, że jest w ciąży, nie pozwoliłaby lekarzom na wykonanie badania RTG. Może gdyby jej atak epilepsji zdarzył się w domu a nie w pobliżu rzeki, nie doznałaby poważniejszego urazu? Może gdyby prababcia Kamila nie miała problemów z płucami…? Takich przypuszczeń można by wyliczać wiele, ale to nie zmieni faktu, że Kamil urodził się z wodogłowiem i mikowiscydozą. Czytaj dalej

Figa z makiem, czyli co jadła prababka

 

W styczniu w wojcieszyńskiej Alberti Villa państwa Barciszewskich Fundacja Archeo zorganizowała ciekawą imprezę popularyzującą wiedzę o średniowieczu. Na zaproszenie Mariusza Łesiuka i Tomasza Stolarczyka zjechali pasjonaci historii, dzięki którym można było w namacalny sposób poznać urok wieków średnich na naszych terenach i w całej Europie. Mnie, jako kobiecie najbardziej przypadły do gustu opowieści o kuchni średniowiecznej w wykonaniu Małgorzaty Bliskowskiej. Żeby jej słowa stały się ciałem, przywiozła ze sobą własnoręcznie wykonane specjały kuchni z epoki, czym sprawiła ogromną radość łasuchom. Jedząc i słuchając, urzeczona barwną opowieścią, wpadłam na pomysł, że to wszystko opiszę, Co niniejszym czynię. Czytaj dalej