Jesienne marudzenie ;)

I znowu, jak co roku od lat jestem w Karpaczu. Niezmiennie, jak to u progu jesieni, jest prawie słonecznie i z tęsknotą spoglądam – w chwili wolnej od składania liter – za okno, gdzie przewalają się nad szczytami warstwy skłębionych chmur. Nie widać Królewny Śnieżki, ale to dobrze, bo po co miałaby mnie nęcić. I tak pozostanie tylko mirażem, bo nie turystycznie przyjechałam tu, a naukowo się spełniać. No dobrze – przesadziłam. Czytaj dalej