„Płuca wyplute nie bolą”

Imprezy biegowe to taki koszmar, jaki przytrafia mi się, od kiedy zaczęłam biegać. Niektórzy, a szczególnie mój mąż, myślą, że jak biegam, to mogę podbijać frekwencję rozmaitych imprez. Jasne, że mogę, tylko ile to mnie kosztuje stresu, wiemy tylko ja i moja rodzina, którą tym stresem wyprowadzam z równowagi. Od wczoraj tak działałam na otoczenie i nie wszyscy wytrzymali. Ale dziś zebrałam się w sobie i pobiegłam pobiegać. Czytaj dalej

Matką być

Zabawnie mieć dzieci. Z moimi nie mogę się nudzić. Każdy syn inny. Dwa różne charaktery, z wyglądy też jacyś tacy niepodobni. A przecież niewątpliwie z tego samego ojca i raczej jednej matki, czyli mnie.
Starszy syn zawsze zadziwiał mnie swoim niedostosowaniem do świata. Umysł ścisły i nieprzeciętny, a jednak trudno mu było od małego zapanować nad prostymi czynnościami, jak na przykład wiązanie sznurowadeł. Czytaj dalej

Jak nie zrobiłam księżyca

Przygotowałam się do tego dość starannie. Przynajmniej mentalnie. Największa pełnia od lat. Konkretnie od 1948 roku. Tego nie można przeoczyć, tego nie można nie zarejestrować. Gratka dla fotografów. Skoro tak, to ja też muszę mieć swój superksiężyc.

Tak zaplanowałam obowiązki, żeby koło 17.30 móc już tylko podążać okiem obiektywu za srebrnym na niebie. Załatwiłam jedno zebranie, drugie zebranie, dobrałam odpowiednie obiektywy, wsiadłam w auto i pognałam (no bez przesady) na odkrytą przestrzeń. Czytaj dalej

Rogale, Aleksy i ja

Niecodzienny obrót przybrał dziś finał lekcji w pierwszej gimnazjalnej. Tłumaczyłam na polski „Legendę o św. Aleksym”. Tłumaczyłam, choć do końca sama nie rozumiem i nie lubię tego typa. Rozdał ojcowski majątek, porzucił żonę, włóczył się po świecie, próżnował pod schodami domu rodziców, a potem narobił hałasu, jak umarł. No ale tego dzieciakom nie powiem, bo zaraz rozlegną się protesty środowisk kościelnych i skończy się moja kariera w LO im. Jana Pawła II. Czytaj dalej

Babcia Ola i ja


Każdy chyba ma taką babcię ulubioną i taką mniej ulubioną. Do jednej wali jak w dym, do drugiej jedzie, gdy trzeba. Żeby się nie obraziła.
Ja też tak miałam. Chociaż obie już nie żyją, to z tym odwiedzaniem ich na cmentarzu jest podobnie. Dziś byłam sprawiedliwie u jednej i u drugiej. Przy okazji – rzecz jasna – odwiedziłam też dziadków, bo czy chcą, czy nie, leżą ze swoimi żonami. Już na wieczność. Wcześniej to różnie bywało, ale teraz nie mają już nic do powiedzenia  Czytaj dalej