Co lub kto mnie gryzie


Kończy się 2016. Przestępny rok i jak niektórzy twierdzą – fatalny. Rzeczywiście niemiło wspominam ten czas. Po części za sprawą tak gremialnego odchodzenia z tego świata ludzi znanych, wybitnych czy po prostu tylko bliskich nam, tak zupełnie prywatnie istotnych w naszym życiu. To bolesne patrzeć, jak ubywa nam tych, co byli reliktami dawnego świata, gdzie wydaje się – wszystko było jeszcze takie poukładane. Tam, dokąd poszli, musi być teraz interesująco. Czytaj dalej

Historie z życia wzięte


Trzeci rok siedzę w Szlachetnej Paczce i zastanawiałam się, czy jeszcze jest coś, co może mnie zaskoczyć. W poprzednich dwóch edycjach projektu widziałam naprawdę wiele. Świat pokazał mi jednocześnie swą paskudną twarz w postaci ludzkiej nędzy i nieszczęścia, ale również tę piękną – życzliwą, jaką nadali mu ludzie ogromnego serca. Nie chcę porównywać tych trzech edycji. Bo jak? Rozmiar biedy, nieszczęścia, samotności, choroby – jak to zmierzyć, czym porachować? Dlatego bez zbędnego komentarza pokażę kilka obrazków. Trzy portrety – trzy historie. Czytaj dalej

Okna, uszka i ja

Czas przedświąteczny. Mam na to dwie nazwy: „maraton przebiegnięty sprintem” lub „nie ma rzeczy niemożliwych”. Z jednej strony życie toczy się rytmem zwyczajnym – praca w pracy, praca w domu, praca poza domem. Z drugiej strony zaczyna coś dziwnie już drgać w powietrzu, czas się kurczy, panika rośnie, w sklepach tłumy, na parkingach ciasno, poczucie, że się nie zdąży natrętnie kołacze z tyłu, boku i przodu czaszki. Kiedy umyć okna, gdy robi się ciemno tuż po powrocie z pracy? Jak kupić prezenty, gdy nie ma gdzie zaparkować w mieście? Jak ulepić uszka, gdy się tego nie znosi? Jak mężowi powiedzieć dyplomatycznie, żeby pozbierał swoje rzeczy i poukładał na właściwych półkach i jednocześnie nie obraził się na mnie? Jak przywieźć choinkę, gdy nie mieści się do osobówki? Jak to przeżyć i nie zwariować? Jak przetrwać, nie zrażając do siebie rodziny, która zupełnie inaczej pojmuje swoją rolę w stadle domowym niż my? Czytaj dalej

10 lat „Echa Złotoryi”, czyli co z tego pamiętam

W grudniu tego roku mija 10 lat, od kiedy zdecydowaliśmy się wskrzesić „Echo Złotoryi”. Pierwsza jego edycja nie miała długiej historii, było to zaledwie kilkanaście numerów. Dlatego też, kiedy w grudniu 2006 roku z wielką radością i dumą odebraliśmy z drukarni pierwszy numer „naszego” „Echa”, usłyszeliśmy od wielu osób, w tym władz miasta i powiatu, że nie wróżą nam długiego żywota jako redakcji miesięcznika. Ale my byliśmy uparci. Czytaj dalej

Bezradność belfra

Jak być atrakcyjnym nauczycielem? Atrakcyjnym w sensie: jak mówić, by dzieciaki nas słuchały? Po prawie ćwierć wieku pracy w tym fachu ciągle nie znajduję odpowiedzi. Kiedy już wydaje mi się, że znalazłam ten swój kamień filozoficzny, że bliska jestem poznania zagadki, rzeczywistość wali we mnie twardym kantem. Do emerytury już bliżej niż dalej, a ja nadal błądzę jak dziecko we mgle. Metody aktywne: metaplany, analizy SWOT, drzewka decyzyjne – było. Obrazki, filmy, piosenki – też mogę odhaczyć. Dyskusje, dramy – stosowałam. „Na nic się zdały moje trudy —jestem tak mądry, jak i wprzódy!”. Czytaj dalej

Falstart, czyli jak przeżyć grudzień

Jakiś czas temu zastanawiałam się, dlaczego nie daję się uwieść magii świąt, dlaczego to mnie nie kręci. Nie mogę wszystkiego zwalić na karb swojego cynizmu, malkontenctwa, jakiegoś niedostosowania społecznego bądź braku empatii. Parę dni temu zrozumiałam, a dziś już jestem pewna diagnozy – chodzi o falstart.
To, co kiedyś było wyjątkowe, jednorazowe, zarezerwowane na konkretny czas, dziś rozmyło się w czasoprzestrzeni. Czytaj dalej

Grząski temat Mikołaja

Święty Mikołaj to taki grząski temat. Wiedzą o tym wszyscy, którzy mają dzieci. Bo nie wiadomo, kiedy można o nim pełną gębą, a kiedy szeptem. Bo nie wiadomo, czy ma przyjść w czerwonym płaszczu, z pastorałem, w czapie i z wacianą brodą, czy ma być niewidzialny i zostawiać, co przyniósł, pod poduszką. Bo nie wiadomo, czy jeszcze nasza pociecha wierzy, czy już została uświadomiona (tego uświadomienia boimy się bardziej niż inicjacji seksualnej własnych dzieci).  Czytaj dalej

Ciemny lód na rozdrożu

Niechaj mnie jutro uczniowie nie pytają, czy sprawdziłam: próbne matury i testy. Wzięłam urlop od „Lalki”, „Kamieni na szaniec”, werterycznych zgryzot, dziadowskich Gustawów i w ogóle ambitnego repertuaru klasyki.
Wzięłam też aparat w komplecie z mężem, klubowym zespołem fotografów i pojechałam łowić widoczki. Uznaliśmy za zasadny pomysł Prezesa, że kaczawskie Okole się do tego nada i ruszyliśmy pod górę. Czytaj dalej