Dowody na istnienie

Kiedyś niejaki Tomasz udowodnił, że Bóg istnieje. Było to kilkaset lat temu, a rzeczony został okrzyknięty świętym. Chłop wziął problem na chłopski rozum i stwierdził, że skoro świat się rusza, to znaczy, że ktoś go poruszył. Kto? No jasne, że Bóg. I tak mu się to fajnie poskładało, że poszedł za ciosem i jeszcze cztery dowody na zasadzie poprzedniego przeprowadził.
Ja, w przeciwieństwie do Tomasza z Akwinu, jestem kobietą (nota bene kobiet nie lubił) i na dodatek nieświętą, więc wolę czucie niż rozum. I tym moim czuciem kompletuję własne dowody na istnienie Boga. Od wczoraj zarejestrowałam dwa. Czytaj dalej

Syzyf w pracy :)

Poszłam sprzątać miejski park i czuję się pozytywnie. Nie świetnie, ale właśnie pozytywnie. Pobiegałam pod górę i z góry, zrobiłam niezliczoną ilość skłonów, przypakowałam biceps, dźwigając wory z butelkami, równie niezliczonymi jak te skłony. I zjadłam michę grochówki z wkładką mięsną. Czegóż więcej chcieć od sobotniego przedpołudnia? Czytaj dalej

Poetą się bywa

Dziś Światowy Dzień Poezji. Skoro poezji, to i poetów, a skoro poetów, to i ja powinnam świętować, choć poetą się nie jest, tylko bywa. Ja bywałam. Bywałam namiętnie i uporczywie. Do czasu. Zaczęłam być poetką, drukowaną – dodajmy – jakieś 40 lat temu, kiedy popełniłam wiekopomne dzieło rymowane o kotku Puszku. Czytaj dalej

Eksperymentalny Sygnał Dobra :)


Wpadłam dziś na pomysł. Zupełni sama, bez asekuracji. Było to na lekcji z pierwszą gimnazjalną. Nie wiem, dlaczego, ale ta grupa działa na mnie dość stymulująco. Może dlatego, że nieczęsto miałam okazję w swojej tzw. karierze uczyć gimnazjałki i robię, co mogę, by trafić celnie do tych młodzieńczych głów i serc. Dziś mówiłam o emocjach, o ich sile dobrej i złej, mówiłam o zarażaniu nastrojem i wywoływaniu życzliwości. I siłą rzeczy przypomniała mi się książka z wczesnej młodości „EDS”. Czytaj dalej

Ideał sięgnął bruku

Siedzę sobie dziś w kawiarni w przerwie między obowiązkiem edukacyjnym a domowym i słyszę rozmowę przy stoliku obok: „Nauczyciel to odpad. Tu się nie nadawał, tam się nie nadawał, to poszedł uczyć w szkole.” Było to tak głębokie, że wyciągnęłam notatnik i sobie zapisałam. Przyda mi się, kiedy z racji uprawianego zawodu, uderzy mi sodówa do głowy.  Czytaj dalej

Rowerem ku wiośnie

Pomyślałam sobie, że już nadszedł czas zamiany biegania na rowerowanie. W powietrzu powyżej 10 stopni na plusie i bez opadów atmosferycznych, więc mąż wyprowadził rowery z garażu, sprawdził, czy nie naruszyła ich zimowa bezczynność i zrobił resuscytację oddechową oponom. Widząc, z jakim zaangażowaniem oddał się przygotowaniu sprzętu, nie mogłam już zmienić zdania w kwestii wyprawy, a przyznam – coś mi takiego po głowie chodziło, bo przenikliwy wiatr zaczął intensywnie przypominać, że przecież jeszcze jest zima. Czytaj dalej