Dzieckiem podszyci :)


W piątek wieczór przed szalenie długim weekendem wypada powiedzieć mi jedno: uff!
To już koniec. Koniec prób, imprez szkolnych, biegania po schodach: parter – aula. Koniec, mam nadzieję, łamania obcasów, koniec spadających dekoracji. Koniec nerwów, że nawali sprzęt, że ktoś z ekipy się rozchoruje, że zabraknie prądu. Nie jestem reżyserem. Jestem nauczycielem. Tak mam w angażu. Dlatego nie podoba mi się rola, z jaką czasem przychodzi mi się zmierzyć. Ale cóż, nie zawsze mamy, co kochamy. Nie wszystko też musimy kochać  Czytaj dalej

Szewska passa ;)


Czym grozi nadmiar energii? Złej energii szczególnie? Między innymi tym, że siedząc za biurkiem, można złamać sobie obcas. To chyba nieczęsto się zdarza normalnym kobietom. Ale ja miewam nienormalne przygody. Rozumiem, że kiedy drogę przebiegnie czarny kot, to prowokuje felerne sytuacje, ale mnie przebiegła ruda wiewiórka. Czyżby i one przynosiły pecha? A może to wcale nie pech. Bo obcas złamał mi się tuż przed końcem pracy. A mógł zaraz na początku i te kilometry po schodach, które dziś pokonywałam z racji promocji szkoły, przemierzałabym na boso. Mogłoby być i tak, gdyby na przykład drogę przebiegła mi czarna wiewiórka   Czytaj dalej

Co i na co liczę?


Nigdy nie przeliczałam czasu na pieniądze. W zasadzie niczego nie przeliczałam na pieniądze. Pieniędzy też nie przeliczam. Nie kolekcjonuję ich, bo się tego nie nauczyłam. Może to wina mojego taty, który zawsze dbał o to, by przed wyjściem do pracy zostawić mi na biurku jakiś grosz. Jeśli go wydałam, wiedziałam, że nazajutrz będę miała kolejny zastrzyk gotówki. To, co robił tato, bardzo mi się podobało. Dawało mi swobodę. Jednak mama, niezrozumiale dla mnie, miała zupełne odmienne zdanie. Czytaj dalej

I przyszła sobota

I przyszła sobota. Wielka Sobota. Zdążyłam ze wszystkim. Okna umyte. Są sałatki, jajka, jest kiełbasa biała, żurek już czeka w kartonie, jest tiramisu i babka i keks. Nawet koszyczek się znalazł (lekko sfatygowany) i zapełniam go wszystkim, co najważniejsze, a syn (bywa pomocny) dopełnił ceremonii zaniesienia go do kościoła. Czytaj dalej

Dziś sobie jeszcze prokrastynuję

Jest czwartek. Wielki Czwartek. Gdziekolwiek spojrzę, gdzie ucho przyłożę, tam wszyscy gotowi do świąt. Niektórzy już ustawiają się w blokach startowych, by wyruszyć z koszyczkiem do święcenia. A ja nawet nie wiem, gdzie mój koszyczek się podział. On ma ten sam złośliwy zwyczaj znikania jak stojak pod choinkę przed Bożym Narodzeniem.  Czytaj dalej

Wiosenny atawizm

Kończy się pierwszy prawdziwie wiosenny weekend. Już dziś wieczorem, kiedy finiszuje niedziela, wiem, że jest czego żałować. Wreszcie można było wystawić złaknioną ciepła skórę na widok słońca. Zaabsorbować trochę witaminy D i energii na kolejny tydzień pracy. W takie dni, jak ostatnie, nie mogę wysiedzieć w czterech ścianach. Czytaj dalej