Okruchy wspomnień


Mam taki zwyczaj, że odwiedzam groby swoich czworga dziadków zwykle w wigilię Wszystkich Świętych. Nie lubię tłumów na cmentarzach ani zakorkowanych dróg czy nerwówki na parkingach. Wolę względny spokój i ten moment, kiedy jeszcze groby nie są spuchnięte od barwnych chryzantem a cmentarze nie przypominają oświetlonych metropolii. Czytaj dalej

„Młodość szybko się zabliźni”


„Co się stało z naszą klasą?” – pytał kiedyś Jacek Kaczmarski. By za chwilę pokusić się o refleksję:
„Już nie chłopcy, lecz mężczyźni, już kobiety, nie dziewczyny
Młodość szybko się zabliźni, nie ma w tym niczyjej winy
Wszyscy są odpowiedzialni, wszyscy mają w życiu cele
Wszyscy w miarę są normalni, ale przecież to niewiele
Ale przecież to niewiele…”
Pomyślałam sobie o tym dziś, wracając z kameralnego spotkania klasowego, jakie od czasu do czasu zdarza nam się w podgrupach zorganizować. Czytaj dalej

Sitka do laktozy

Stoję w kolejce do kasy za znajomą, która wykłada na taśmę zakupy. Mam takie zboczenie (jedno z wielu), że lubię przyglądać się cudzym zakupom spożywczym i snuć teorie, jak to jedzonko zostanie podane. No i tak sobie patrzę na tę taśmę przy kasie i wzrok mój przykuwa mleko. Niby zwykłe mleko w kartonie, takie jakby tradycyjne (ach, gdzież te czasy, gdy mleko było w szklanych butelkach z aluminiowym kapslem albo to lane prosto do bańki). Na kartonie napisane: Mleko Wydojone bez laktozy. Czytaj dalej

Solo czy w orkiestrze

Siedziałam sobie wczoraj w sali koncertowej i z uznaniem patrzyłam na muzyków. Każdy z nich robił swoje, skupiony na własnym instrumencie, grał z kunsztem, maestrią i wychodziła z tego cudowna harmonia dźwięków. Tak zachwycająca, że chciało się zatrzymać czas. I trwać w tej jednej chwili. Kiedy wracałam do domu, pomyślałam sobie, że właśnie na tym polega sukces. Wiem, może mało to oryginalna myśl, ale doszłam do niej sama. Jako empirystka potrzebuję doświadczać na własnej skórze, choć to czasem boli.  Czytaj dalej

Obrazek obyczajowy z rapem w tle ;)


Idę sobie wczoraj z psem. Jest wczesny wieczór. Nad rzeką snuje się tylko mgła i …my z psem. Wszędzie panuje cisza. Do czasu. Za chwilę moje uszy wyłapują rytmiczne dźwięki i niekoniecznie cenzuralne słowa. Kilkanaście sekund później oczy identyfikują dwóch młodzieńców. Być może gimnazjum lub późna podstawówka. Idą z głośnikiem, z którego dobiega polski rap. Dobiega bardzo energicznie, by nie powiedzieć – agresywnie. Czytaj dalej

Czym nie jest wolontariat?


Tak sobie dziś ponarzekam. Bo dlaczego mam udawać, że mnie coś nie wkurza, kiedy wkurza. A wkurza mnie wiele, tylko nie o wszystkim warto mówić. Chociaż nie wiem, czy w ogóle warto mówić, co człowiekowi leży na trzewiach, bo taki człowiek traci na swej atrakcyjności . Ale ja już tym przejmować się nie zamierzam, co kiedyś w niniejszym miejscu klarowałam. Czytaj dalej

Sfilcowane dni

Październik wkracza w fazę sfilcowanych dni. Dzień mija błyskawicznie, jakby ktoś włączył przyśpieszony tryb wyświetlania filmu. Ledwie wyjdę po obiedzie z psem na spacer, a za moment wracam już w mroku i światłocieniu ulicznych lamp. Trzeba śpieszyć się uchwycić aparatem najurokliwszy fragment dnia. Trzeba się śpieszyć żyć, zanim mrok nie obezwładni, nie odbierze energii. Chociaż w tym krótkim dniu też jest walor. Jakieś alibi na wcześniejsze wrzucenie na luz, na celebrowanie wieczoru, na ciszę. Dlatego dziś milczę obrazami 

„Iwona, kiedy botoks?” ;)


Idę dziś sobie szczęśliwa, że lekcje skończyłam, szkolnym korytarzem i spotykam kolegę, a ten pyta: Iwona, kiedy botoks? I zanim pojęłam, że kolega pyta o termin projekcji filmu, całe życie ze zgryzoty przeleciało mi przed oczami. A że miało co przelatywać, znajomy musiał chwilę poczekać na właściwą odpowiedź. Czytaj dalej

O Izabeli przy poniedziałku, czyli stary, starszy, trup…


Poniedziałek. Każdy wie, czym grozi poniedziałek. Kto bardziej świadom, przygotowuje się do poniedziałku już w piątek. Unika szaleństw, które grożą rozstrojem żołądka i bólem głowy, nie przesiaduje do późna, wysypia się sugerowaną przez znawców zdrowego trybu życia liczbę godzin i w ogóle przestrzega zasad higieny, zarówno fizycznej jak i psychicznej. Nie może być tak, że w poniedziałek rano budzi się człowiek z poczuciem pustki i braku weekendu bądź amnezją na jego temat. Nie ma nic gorszego, niż iść do pracy, by tam szukać odpoczynku. Wiem, co mówię. Dlatego w ten weekend postanowiłam zrobić sobie weekend . Czytaj dalej