O wyższości Wielkanocy…

Wielkanoc. Kościół twierdzi, że to najważniejsze święto. A dla mnie jest w cieniu Bożego Narodzenia. Przychodzi nie wiadomo kiedy i kończy się zanim na dobre zacznie. Ale zwiastuje wiosnę, odrodzenie, daje nadzieję na zieleń. Przynajmniej kiedyś tak było, bo teraz trochę się to poplątało. Teraz kończy się Boże Narodzenie a już za chwilę przybywa Wielkanoc. Jeszcze śnieg na dobre nie zejdzie z pól i rowów, a już czas kurczaków, baranków, bukszpanu i forsycji. Czytaj dalej

Muszę i już


Jutro ostatni dzień w pracy przed świętami. Tak, wiem, nauczyciele mają dobrze. A nawet najlepiej. Mogą umyć okna w Wielki Czartek. A ja mam poczucie, że bez tych okien i tak przyjdą święta. Nie przychodzą przecież przez okna czy tylko do tych, co je umyli. Ja mam inne sprawy na głowie. Mam stos matur próbnych i innych efektów weny twórczej młodych. Przecież trzeba wystawić jakieś oceny tym, których przez prawie trzy lata krzywdziłam, narzucając się z literaturą.  Czytaj dalej

Kiedyś się czytało


Kiedyś to się czytało. Bo w ogóle kiedyś było lepiej. Od dziecka się czytało. Od przedszkolaka. Najpierw był „Miś”. W „Misiu” najlepsze były rozkładówki. Nie, nie mylić z TYMI rozkładówkami. Tamte były z grubszego papieru, prawie tektury i można było wycinać z nich różne fajne rzeczy: domki, samochody, kostki do gry, zwierzątka…takie polskie origami…Wystarczyło trochę kleju, który zresztą dobrze smakował, i zabawy było co niemiara. Czytaj dalej

Kiedy brakuje instynktu, czyli wpis niepoprawny politycznie

Zaobserwowałam od pewnego czasu, że moje koleżanki równolatki zmieniają stan. Z matczynego na babciny. Rodzą im się wnuki, o czym z dumą donoszą światu w sposób konwencjonalny lub społecznościowy. I zwykle przyjmuję ten fakt z bezgranicznym zdumieniem. Jak to? Taka młoda, a już babcia? Potem uruchamia mi się proces myślowo-arytmetyczny. Dodaję, odejmuję i wychodzi na to, że mnożenie się naszych dzieci jest już jakby całkiem realne i wynikiem tego mnożenia jest wnuk lub wnuczka. Czytaj dalej

Korepetycje z życia

Ostatnimi czasy los mnie nie rozpieszczał. Zafundował mi emocjonalny rollercoaster jakby z koszmarnego lunaparku. Na trzy złe wiadomości przychodziła jedna dobra, która po chwili okazywała się mniej dobra, niż bym tego chciała. I tak w kółko, do oporu. To tak, jakbym stanęła na ringu. Przeciwnik wali we mnie czym i gdzie popadnie, a ja stoję bez ruchu i ze zdziwieniem łamanym przez naiwność pytam: dlaczego ja? Czytaj dalej

Głupi, kto nie bierze

Tytuł, dla jasności, jest prowokacyjny, żeby nie było, że…
Długo wahałam się, czy napisać, to, co piszę. W końcu stwierdziłam, że czasem trzeba, za przeproszeniem, wyrzygać z siebie to, co truje. Nawet za cenę tego, że ktoś się obrazi, ktoś oburzy, a jeszcze inny pozwoli sobie na zniesmaczenie. Jestem na takim etapie swojego, życia, że mam to na spodzie piramidy priorytetów. Czytaj dalej