Mandu, sou i bejsbol

Mieczysław Pluta znany jest złotoryjanom jako świetny fizyk, wierny amator tenisa i człowiek, który przemierza świat.

Właśnie o podróżach i o ostatnim pobycie w Korei Południowej opowiada w naszej rozmowie.

Iwona Pawłowska: Jak Pan trafił ponownie do Korei?

Mieczysław Pluta: To jest kontynuacja starej historii. Kiedy pracowałem w Niemczech na uniwersytecie, poznałem profesora Kima z Korei, z którym wiele lat później współpracowałem. Kiedy Kim wrócił do Korei, napisał projekt i zaprosił mnie do jego realizacji. Tam jest dobrze widziane zaprosić naukowca z doświadczeniem. I tak się też stało.

Pracuje Pan tam jako nauczyciel akademicki?

Nie. Pracuję w firmie pana Kima. Firma zajmuje się instalowaniem kamer na liniach produkcyjnych. A w Korei automatyzacja jest daleko posunięta. Zakłady, które chcą sobie zautomatyzować linię produkcyjną, potrzebują sprawdzać jakość montażu czy ogólnie mówiąc – produkcji. Do tego służą właśnie kamery, którymi się zajmuję. To musi być dobra optyka i oprogramowanie, które rozpozna, czy to, co widzi kamera, jest właściwe, czy nie.

Zatem nie zajmuję się dydaktyką, ale wykorzystuję w praktyce swoją wiedzę z zakresu optyki i programowania Czytaj dalej

Na szarość w duszy

Staram się nie siadać do pisania, kiedy mam szaro w duszy. Ludzie nie lubią smutku. Chociaż z drugiej strony nie brakuje też takich, dla których cudzy smutek jest radością, ale tym akurat przyjemności nie zamierzam sprawiać. Dlatego kiedy w środku czuję smak popiołu, siadam z książką i przenoszę się w świat alternatywny.
Nie rozumiem ludzi, którzy nie czytają. Dziś wielu zadowala się tytułami czy leadami w gazetach lub na portalach. Na tej podstawie sądzi, że wie już wszystko. Mózgi zapełnione pinami do kart kredytowych, hasłami do domofonu lub konta bankowego, numerem PESEL albo NIP, ceną benzyny na lokalnej stacji albo numerem własnego telefonu nie przyjmują niczego więcej.  Czytaj dalej

Smak czerwca :)


Początek czerwca ma dla mnie zapach białych goździków, jaśminu i lipy, kolor piwonii, smak czereśni i…przedsmak wakacji. Choć w tym roku na te ostatnie nie czekam z wyjątkową tęsknotą.
Czereśnie to też smak dzieciństwa, z perspektywy czasu mogę powiedzieć – sielskiego i anielskiego (bo najczęściej u babci Anieli). W ogrodzie na wsi rosło stare drzewo czereśniowe, na które jako dziecko nie miałam problemu wejść. Czytaj dalej