Może jak się ochłodzi…


Nie wiem, czy na starość zrobiłam się wybredna, czy to coś ze światem nie tak? Coraz więcej rzeczy mi się nie podoba. Nawet w sklepie z ciuchami trudno mi znaleźć coś, co zachwyci a jednocześnie będzie dostosowane do mojego wieku i parametrów ????. Nie jestem żadną snobką ani koneserką, a jednak kręcę nosem na niektóre nowe zjawiska, zazwyczaj w sferze ogólnie pojętej kultury, szczególnie tak zwanej masowej. Może to dlatego, że świat pędzi jak pendolino, a ja zostałam na jakiejś bocznicy nieczynnej stacyjki. Mam taką koszulkę z napisem: „Nie jestem stara, jestem retro”. Czytaj dalej

Wokół stołu, czyli niech wreszcie skończą się wakacje ;)


Nie ukrywam, że kiedy mam urlop, próbuję nadrabiać zaległości z kilku miesięcy. Nie tylko te związane z wypoczynkiem czy podróżami, ale również domowe. W związku z tym częściej bywam w kuchni, którą w innym czasie traktuję jako dopust Boży. Podczas urlopu można lepiej zapanować nad czasem, który odpowiednio rozciągnięty, już nie jest wrogiem, a sprzymierzeńcem, więc mogę wejść w rolę, w swoim rozumieniu, Prawie Perfekcyjnej Pani Domu. W tym celu dwa razy dziennie oglądam odgrzewane odcinki „Kuchennych rewolucji”. Czytaj dalej

Wehikuł czasu


Do dzisiejszego wpisu natchnęła mnie ostatnia wędrówka po podjeleniogórskim Jagniątkowie, kiedy szukałam willi należącej kiedyś do noblisty Hauptmanna, który mieszkał tam do swej śmierci w 1946 roku. Samo poszukiwanie było dowodem na to, że ponad 30 lat byłam blondynką i w pewien sposób wpłynęło to na moją mentalność. Mam wrażenie, że dla mnie powinny być inne oznaczenia trasy niż dla pozostałych turystów. Najlepiej takie, co występują z częstotliwością 20 metrów z jaskrawymi napisami wielkości kobyły. Czytaj dalej

Zostaną powidoki


Zawsze pod koniec urlopowego wyjazdu okazuje się, że znowu brakuje dni na wszystkie miejsca godne uwagi. Dziś, kiedy nastał ostatni dzień mojego pobytu w górkach, musiałam się zdecydować, co pominąć, a co obrać za cel wędrówki. Miałam pokusę, by wrócić na zdobyte już Śnieżne Kotły, bo dziś wreszcie wyszło słońce i wczorajsze widoki omotane we mgłę dziś mogłyby pokazać się w pełnej krasie. Ale przecież nie będę poświęcać dwóch dni z pięciu, czyli 40% czasu na chodzenie tą samą drogą. Tym bardziej, że łatwa to ona nie była i już myślałam, że te Kotły będą dla mnie jak K2 zimą dla polskich himalaistów. Czytaj dalej

A gdzie to jest?

- Jedziesz na urlop?

- A gdzie to jest?

Przypomniał mi się ten absurdalny dialog dziś, kiedy sama siedzę na urlopie poza domem. Moje urlopowe wyjazdy są coraz bliższe. Z rozmaitych powodów, którymi po raz kolejny nie chcę zanudzać. I nie jest mi z tą odległością źle. Czytaj dalej

Wokół domu

Dobrze mieć ogród wokół domu. Nie chciałam zacząć tak banalnie, ale inaczej nie mogłam. Taka magia chwili, bo właśnie wróciłam z przydomowej łąki. Nie sama. Wróciłam z motylami, pasikonikami, świerszczami, pluskwiakiem i innymi trudnymi do identyfikacji owadami. A wszystkie one na karcie aparatu. Mam nadzieję, że niczego poza tym nie przyniosłam więcej, bo już zdarzało mi się wrócić z nieproszonym o towarzystwo kleszczem na nodze. Czytaj dalej

Kłopoty z twardym dyskiem ;)

Co ty masz z pamięcią? – pytam sama siebie. I nie wiem. Może nie pamiętam. Może powinnam brać leki na pamięć. Ale obawiam się, że mogłabym zapomnieć o ich przyjmowaniu. Kiedyś był sposób na zapamiętywanie – wiązanie supełków na chusteczkach. Ale kto teraz nosi szmaciane chusteczki do nosa? A jak wiązać na tych z celulozy? Czytaj dalej

Mój świat „na umyśle”

Czy ktoś jeszcze oprócz mnie zna zabawę „na umyśle”? Bawiłam się w nią przez całe wczesne dzieciństwo, bo wyobraźnię to ja miałam. „Na umyśle” pod wierzbą płaczącą na bajorku babcinym miałam swoją bazę. Tam dowodziłam całym wymyślonym przez siebie domem. Tam „na umyśle” gotowałam prawdziwą zupę z zebranych na łące chwastów. „Na umyśle” ją jadłam i częstowałam przyjaciółkę, która nie miała takiej wierzby i takiej bazy. Ani takiej wyobraźni. Czytaj dalej

Polonista na wakacjach ;)


Wczoraj hucznie w mediach obchodzono dzień hot doga. Skądinąd zadziwia mnie nachalne promowanie fast foodów w czasach walki ze śmieciowym jedzeniem, ale to już inna sprawa. Przy okazji przypomniało mi się, jak kilkanaście lat temu próbowano wyrugować z polskiego języka wszystkie anglicyzmy, którymi tak chętnie zaczęliśmy się posługiwać, szczególnie po upadku komuny, widząc w języku angielskim namiastkę wolności.
Oczywiście puryści językowi mieli rozmaite propozycje polskich odpowiedników nazw na hamburgery, hot dogi, pizze, knysze…Ale sztucznie stworzone słowa okazały się mało atrakcyjne dla Polaków, więc akcja oczyszczania języka z anglicyzmów spaliła na panewce. Podobnie zresztą jak tuż po wojnie walka z germanizmami. Czytaj dalej

Sącząc porzeczkowy koktajl i wspomnienia :)

Poszłam rano do ogrodu zerwać porzeczki na koktajl i zaskoczyła mnie klęska ich urodzaju. Ciężarne gałązki spoczywały na trawie i aż prosiły o zdjęcie nadmiaru owoców. Niezmiennie w takich sytuacjach wracam pamięcią do czasu, kiedy razem z rodzicami i bratem pojechaliśmy na drugi koniec kraju odwiedzić rodzinę mojej mamy. Ciocia-babcia mieszkała na wsi w ówczesnym województwie tarnowskim i miała wraz z wujkiem ogromną plantację owoców. Czytaj dalej