Coś za coś

1

Po dwóch miesiącach urlopu musiałam powrócić do Echa, bo jeszcze chwila a straciłabym posadkę :). A przecież tak dobrze płacą 🙂 🙂  Dlatego, choć wolałabym zabrać się za nową Grocholę lub podarowanych Zaklętych w czasie, musiałam wywiadować wójta Pielgrzymki i klecić z tego coś, co publicystykę ma przypominać. Efekt jak zwykle – porażający. Dowód: kiedy poprosiłam Męża, żeby zerknął na to, co spłodziłam, zrobił dziwny grymas, jakby go paralus chwycił i czym prędzej wybiegł z domu. Oj starach pomyśleć o potencjalnych czytelnikach.

Pisząc do Echa nie mam czasu robić zdjęć, robiąc zdjęcia, nie mam czasu sprawdzać klasówek, sprawdzając klasówki, nie mam czasu zająć się dziećmi i w konsekwencji Młody Matoł przyniósł dziś propozycje ocen na koniec roku. Łooo mój Boże! To chyba nie mój syn. W takich przypadkach zwykłam mawiać, że to syn mojego Męża z pierwszego małżeństwa. Brzmi ciekawiej, choć, niestety, znaczy to samo 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.