Życie jest nieprzewidywalne

117

Nie ma co się łudzić – wakacje przechodzą do historii. Deszczowa pogoda, reklamy środków przeciwgrypowych w TV, konieczność bywania w szkole na posiedzeniach zespołów o różnej nazwie i coraz krótsze dni to wiele znaczące symptomy zbliżającego się września. Można się pocieszać, że skoro przyjdzie wrzesień, to z nim jesień i będzie kolorowo na drzewach a więc fotogenicznie i inspirująco. Ale co to za pocieszenie, gdy trzeba po prostu iść do szkoły i oddawać się obowiązkom, co z racji swej „obowiązkowości” miłymi być nie muszą i …zdecydowanie nie są. Poza tym jesień nie zawsze jest kolorowa, czasem szara i błotnisto-brudna.

Poszłam dziś z Jokerem vel Baciarem na krótki (z racji ulewy) spacer po okolicy czyli po Kopaczu. Kiedy sobie tak szłam, czułam się jak w Dniu świstaka lub w Truman Show, bo wszystko było jak zawsze. Ze stuprocentową dokładnością mogłam przewidzieć, kiedy i jaki pies za moment wybiegnie do płotu, aby z pianą na pysku zakomunikować mojemu, co o nim myśli. I kiedy z totalnym zblazowaniem konstatowałam, że nic mnie nie zaskoczy, nagle zobaczyłam coś, co mnie w osłupienie i niepokój wprawiło. Środkiem szosy szedł sobie samotny, kasztanowy, całkiem urodziwy koń. Prawdziwy koń. A może „konica”? Za sobą ciągnął/ciągnęła pokaźny łańcuch. Przeszedł/przeszła obojętnie koło nas, jakbyśmy w ogóle nie istnieli i oddalił/oddaliła się dostojnie w przeciwnym do naszego kierunku. Skąd i dokąd szedł/szła? Po co to robił/robiła? Skąd wziął/wzięła ten łańcuch? I czy to naprawdę miało miejsce? Na te pytania nawet sam Wołoszański pewnie nie umiałby odpowiedzieć :). Życie jest nieprzewidywalne. Nawet na Kopaczu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.