Z deszczu pod rynnę

141

W weekend postanowiłam odpocząć od szkolnych obowiązków, ponieważ czekają mnie inne – dziennikarskie. To się nazywa; zamienił stryjek siekierkę na kijek ewentualnie: z deszczu pod rynnę. O ile wcześniej czytałam , to teraz piszę i ból mam niewiele mniejszy. Boli dusza, bo rwie się w plener. Słonce trochę, nieśmiało świeci i można by połazić z aparatem albo z psem, a tu areszt domowy mi zlecono. Mąż – taki tyran – każe mi wywiad kończyć, bo Echo wzywa. Żeby jeszcze to nasze Echo było dla miasta tym, co Gazeta wyborcza dla Polski, to zrozumiałabym parcie, ale nie oszukujmy się – odbiorcy są raczej niszowi, choć bardzo wdzięczni i wierni a ponadto tacy, którym za dużo liter nie przeszkadza w odbiorze komunikatu. A to teraz rzadkość.

Wysłałam w tym tygodniu zdjęcia na konkurs Chełmy w obiektywie. Raczej nie powinnam spodziewać się sukcesu. Wywołane w Legnicy fotografie były jak ciemne, że miałam problem z identyfikacja ukazanej na nich rzeczywistości. Jednak było za mało czasu na zrobienie nowych odbitek i tak się to kończy, jeśli odkłada wszystko na ostatnią chwilę. Podobnie jak wywiad, który teraz muszę napisać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.