Z tęsknoty za wiosną

Za żadną porą roku człowiek nie tęskni tak mocno, jak za wiosną. Przekonałam się o tym w sposób pełny i bezwzględny, bo to właśnie dziś, mimo mroźnego poranka i zmiany czasu na letni, zapakowaliśmy aparaty, statywy i pojechaliśmy przed świtaniem na rocznicowy plener klubowy. Bez marudzenia, które zwykle towarzyszy mrocznym porankom, oddawałam się radości błądzenia we mgle. A tej było dużo. Może trochę za dużo jak na oczekiwania klubowiczów, ale przecież nie zawsze wszystko Ten z Góry przygotuje tak, jakby się chciało. Wystarczy, że skowronki świergotały, dzięcioł stukał, słoneczko rychło ociepliło atmosferę i nawet do domu nie chciało się wracać. A zdjęcia? A zdjęcia jak zwykle w znacznej ilości zapełniły kosz. Kilka klimatycznych cieszy oko. Na razie tylko moje :).

Żeby tego było mało, po południu zrobiłam sobie przerwę w, nic niewnoszącym w moje osobiste życie, sprawdzaniu diagnoz i wsiadłam na rower. Po przejechaniu 15 kilometrów czuję się jak nowo narodzona, choć to wydaje się dziwne, bo jazda wertepami rozregulowała zapewne wszystkie śrubki w mym organizmie i dała typowe objawy wstrząsu mózgu. A może o to chodziło? :).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.