Sierpniowe "Echo" i mój wywiad

warszawa 2006

W ostatnim, sierpniowym “Echu” ukazał się wywiad, który przeprowadziłam z Przemkiem Markiewiczem vel Komuną. Poniżej pełna wersja:

 

Nie jestem komunistą

 

Iwona Pawłowska: Kim jest Komuna?

Przemysław Markiewicz: To mój nick na forum portalu zlotoryja.info. związany z  zainteresowaniami, jakie przejawiam – ogólnie mówiąc: komuną. Pasjonuje mnie wszystko, co wiąże się z tamtym ustrojem.

 

I.P: Pamięta Pan tamten czas?

P.M: Nie, nie ma takiej możliwości. Mam 23 lata. Wszystko, co wiem o komunie, płynie z opowiadań lub lektury. Od dawna interesowałem się wojskiem, szczególnie z okresu II wojny światowej, ale na dobre moja przygoda z PRL-em zaczęła się od wizyty w muzeum p. Sabadacha w Uniejowicach. Zobaczyłem jego kolekcję i uznałem, że to fajna sprawa zbierać wszystko, co wiąże się z wojskiem i milicją. Potem poznałem ludzi, to znaczy tych, którzy służyli w LWP, funkcjonariuszy milicji, ZOMO. Zobaczyłem ich od innej strony. Większość z nich to normalni ludzie, pracownicy wykonujący przydzielone im zadania. Choć wiadomo, zdarzali się różni.

Sam nie jestem fanatykiem minionego ustroju, tylko po prostu człowiekiem, który chce wiedzieć więcej o tych czasach. Nie jestem komunistą.

 

I.P: Rodzice dużo musieli Panu opowiadać o PRL-u.

P.M: Nie, rodzice nie mają czego wspominać. Dla nich PRL to był zwykły czas. Nie należeli ani do partii, ani do opozycji, nie mają kombatanckiej przeszłości. Byli zwykłymi zjadaczami chleba. Ale do moich zainteresować odnoszą się z cierpliwością i wyrozumiałością. Jest to o tyle ważne, że zbiory, jakie posiadam, zajmują dużo miejsca w naszym domu. Tato nawet od czasu do czasu znajdzie jakiś ciekawy eksponat do mojej kolekcji.

 

I.P: Co ciekawego do tej pory udało się Panu znaleźć?

P.M: Mundury milicyjne, policyjne, wojskowe, nawet radzieckie, wyposażenie…Nawiązuję kontakty z innymi kolekcjonerami, co ułatwia zdobywanie eksponatów. Jestem członkiem Klubu Kolekcjonerów Policyjnych działającego przy Międzynarodowym Stowarzyszeniu Policji. Uczestniczyłem  w III Seminarium Klubu Kolekcjonerów Policyjnych, które odbyło się w Wydziale Doskonalenia Zawodowego Komendy Stołecznej Policji w Tomicach pod Warszawą.  Okazało się, że należą tam przede wszystkim policjanci, żołnierze, straż graniczna i …ja.

 

I.P: Zawodowo nie ma Pan nic wspólnego ze służbami mundurowymi?

P. M: Nie, jestem rezerwistą. Mam za sobą krótką przygodę z Trawersem. Latałem samolotami, miałem szkolenie spadochronowe. I tyle. W zasadzie to jeszcze strzelanie łączy mnie z wojskiem czy policją. Czasem chodzę na strzelnicę. Należę do LOK-u. Nawet ostatnio zostałem uhonorowany brązowym medalem „Za zasługi dla obronności kraju”.

 

I.P: Ile eksponatów zgromadził Pan w swoich zbiorach?

P. M: Trudno policzyć, tak dużo tego jest. Ale ostatnio miałem przestój kolekcjonerski z powodów finansowych. Nigdy też nie interesowała mnie wartość komercyjna moich zbiorów. Kiedy kupuję coś do mojej kolekcji, płacę rozsądną cenę, nie szaleję.

 

I. P: W zbiorach ma Pan nie tylko pamiątki związane z wojskowością czy milicją, ale również wiele przedmiotów z przeszłości naszego miasta.

P. M: Tak, specjalizuję się w zbieraniu przedmiotów sprzed wojny, a pochodzących ze Złotoryi. Czasami są to przedmioty codziennego użytku, np. wieszaki na ubrania z napisem Goldberg. Mam też stuletnią skrzynkę z browaru Neumanna wypełnioną butelkami z tegoż browaru. Ogólnie interesuje mnie browarnictwo. Mam też dużą tablicę emaliowaną z 1868 roku też od Neumanna. Mogę się pochwalić dziesięcioma rodzajami korków porcelanowych od butelek po piwie, mam też podkładki pod piwo, etykiety z butelek i oryginalny kufel Oswalda Neumanna. Posiadam również kopie rycin przedstawiających złotoryjskie browary. Na oryginały mnie niestety nie stać.  Ostatnio jedna z oryginalnych widokówek browaru złotoryjskiego została sprzedana na allegro za  ok. 400 złotych. Kupił ją pan, który kolekcjonuje wszystko, co wiąże się z przedwojennym browarnictwem, nie z konkretną miejscowością.

 

I. P: Zbiera Pan też przedwojenne złotoryjskie widokówki?

P. M: Nie, tu jest duża konkurencja, szczególnie ze strony Klubu Kolekcjonerów działającym przy  TMZZ, do którego również należę. Za to znalazłem niszę, którą są pocztówki powojenne, te z PRL-u i całkiem nowe.

 

IP: Myślał Pan o udostępnieniu swoich zbiorów złotoryjanom?

P. M: W zasadzie jeszcze nie miałem okazji wystawić nigdzie eksponatów. Kiedyś tylko mundury milicyjne z czasu PRL-u pojechały ze mną do Warszawy na obchody kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Brałem udział w rekonstrukcji zdarzeń. To był chyba 2005 rok. Okazało się, że jestem jednym z lepiej wyposażonych „milicjantów”, bo miałem swój sprzęt, w całości oryginalny. Żadne podróbki, mistyfikacje… . Nie wszyscy zresztą się znają na umundurowaniu, nawet ci, którzy przyjeżdżają na rekonstrukcje. A ja, kiedy oglądam film fabularny, w którym pokazywane są oddziały ZOMO, jestem w stanie ocenić, jak bardzo rekwizytor przygotował się do swojej pracy. Znam niuanse i patrzę na to wszystko jak kolekcjoner. Wiem, do którego roku obowiązywał dany model uzbrojenia czy munduru. Kiedy akcja filmu rozgrywa się w 1981 roku, a hełm zomowca pochodzi z 1985 roku, to trochę śmieszy kolekcjonera.

 

I. P: Ostatnio w Złotoryi również próbował Pan wprowadzić zwyczaj rekonstrukcji historycznej podczas obchodów 13 grudnia.

P. M: Tak, ale to było mało profesjonalne, brakowało mundurów, pojazdów i broni, jednym słowem sprzętu. Wyglądało to prawie tak, jak na początku w Warszawie J. Z pomocą przyszedł Jan Kusek, za co mu serdecznie dziękuję.

 

I.P: Warto obchodzić tak hucznie rocznicę wprowadzenia stanu wojennego? To chyba haniebne wydarzenie w historii Polski?

P.M: Trzeba pokazać młodym ludziom, jak to wyglądało. Nie wszyscy wiedzą, nie każdego to interesuje. A rekonstrukcje historyczne przybliżają problem.

 

I.P: Jest Pan prezesem  Stowarzyszenia Przyjaciół Złotoryi Aureus Mons. Kiedy w 2006 roku powstało Aureus, niektórzy twierdzili, że wyrasta konkurencja dla Towarzystwa Miłośników Ziemi Złotoryjskiej. Jesteście tak nastawieni do TMZZ?

P.M: Nie, nie mamy zamiaru walczyć z TMZZ. Niektórzy nas, niestety, tak odbierają. Stało się to za sprawą artykułu w prasie regionalnej, który przedstawił nas jako frakcję zbuntowanej przeciw TMZZ młodzieży. Wywiad, jaki został przeprowadzony z ówczesnym prezesem, nie był autoryzowany i wkradły się do niego pewne przekłamania. Potem zresztą ukazało sie sprostowanie, ale to przeszło bez echa. Sam się wtedy głupio czułem, bo wyglądało to niefajnie w stosunku do ludzi z TMZZ, których przecież dobrze znałem. Osobiście przepraszaliśmy p. Romka Gorzkowskiego…Teraz już chyba wszystko zostało wyjaśnione. Nie odczuwam jakiejś niechęci ze strony TMZZ. Przecież nawet kilkoro z Aureus to członkowie Towarzystwa. Wspieramy się w działaniach. Co więcej, częściej jesteśmy zaangażowani w inicjatywy TMZZ niż inni jego członkowie J. Byliśmy na Rajdzie Jadwiżańskim, chodzimy na walne zebrania i inne imprezy organizowane przez towarzystwo. My się nie zamykamy, nie obrażamy…

 

I.P: Jaka była zatem faktyczna przyczyna założenia Aureus Mons?

P.M: W mieście jest tak dużo pracy, co zresztą powtarzali również członkowie TMZZ, że każda osoba i każde stowarzyszenie znajdzie coś dla siebie. Mamy przecież kilka organizacji i każda szczyci się swoją specjalnością: PBKZ – płuczkami złota, ZTTG – Dymarkami, TMZZ – publikacjami…

 

I.P: A wy?

P.M: Próbujemy wykorzystywać Internet w celu popularyzowania wiedzy o naszym mieście szczególnie wśród młodych ludzi. Posiadamy własną stronę internetową (www.aureusmons.pl), na której staramy się stworzyć multimedialne archiwum naszego regionu. Naszą specjalnością jest miedzy innymi konkurs internetowy wiedzy o Złotoryi. Pytania układa zarząd Aureus Mons. Staramy się zadawać takie pytania, na które odpowiedzi trzeba dobrze poszukać. Choć jeśli ktoś regularnie czyta opracowania historyczne TMZZ i materiały znajdujące się na portalu Aureus Mons czy na innych stronach tematycznych, jest w stanie osiągnąć stuprocentowy wynik.

Wśród innych naszych inicjatyw wymienić mogę Rajd na Rokitnicę, udział w Sprzątaniu Świata. Współorganizowaliśmy konkurs historyczny „Dzieje Złotoryi” w ZSZ. Oprócz tego organizujemy wycieczki i spotkania, których uczestnikami są przede wszystkim członkowie Aureus Mons, a jest ich stosunkowo niewielu, bo około 30.

 

I.P: To są młodzi ludzie?

P.M: Zdecydowana większość. Ale mamy też czterdziestolatków, sześćdziesięciolatka. Otwieramy się przede wszystkim na uczniów, studentów. Wśród członków stowarzyszenia są tacy, którzy działają prężnie i ci, którzy tylko należą. Jak wszędzie…

 

I.P: Jesteście postrzegani jako grupa lewicująca. Macie wiele wspólnego z opcją złotoryjskiego starosty.

P.M: Starostwo nas wspiera, szczególnie podczas organizacji internetowego konkursu.. Na początku, kiedy powstawaliśmy, w naszym Zarządzie było trzech członków związanych z młodzieżówką SLD oraz przewodniczący młodzieżówki PO. W tej chwili w Zarządzie jest jeden członek FMS oraz dwóch działaczy SMD – co mogłoby oznaczać sympatyzowanie z PO. Jednak stowarzyszenie Aureus Mons jest apolityczne

 

I. P: Wróćmy do inicjatyw Aureus Mons. Wiem, że stworzyliście frakcję rekonstrukcji historycznych. Na czym polega jej działalność?

P. M: Uczestniczymy na zasadzie obserwatorów, widzów w rekonstrukcjach historycznych, które odbywają się na terenie Dolnego Śląska. Piotrek Iwanowski, który szefuje tej frakcji, interesuje się szczególnie epoką napoleońską. Kilkakrotnie on i jego koledzy brali udział w oblężeniu twierdzy kłodzkiej, w bitwie nad Kaczawą oraz w Świdnicy.

 

I. P: Macie mundury napoleońskie, broń z epoki?

P. M: Nie i raczej nie zanosi się na to. To trochę kosztuje. Nawet były wójt Krotoszyc zapraszał nas do siebie, abyśmy obsługiwali armatę, bo był wakat, ale warunkiem jest zakup mundurów. Wydać 3 tysiące na taką przyjemność, to dla wielu z nas za dużo. Osobiście wolę takie pieniądze zainwestować w swoją kolekcję. Jednak nie zarzekam się. Jeśli znajdzie się kilkunastu pasjonatów zdolnych zapłacić tyle za mundury napoleońskie, to stworzymy własną grupę rekonstrukcyjną i będziemy działać na naszym terenie. Nie ukrywam, przydałoby się to bardzo przed 800-leciem nadania praw miejskich Złotoryi.

 

I. P: A co Aureus Mons planuje w związku z rocznicą, która przypada już za półtora roku?

P. M: Wspólnie z TMZZ myślimy właśnie o odtworzeniu bitwy napoleońskiej, jaka rozegrała się przed dwustu laty pod Wilczą Górą. Część działań bierzemy na siebie. Po głowie chodzi nam też pomysł, by postawić w tamtym miejscu replikę obelisku upamiętniającego bitwę, który stał jeszcze przed wojną. Chcielibyśmy też stworzyć makietę jednej bramy wjazdowej do miasta. Rozmawialiśmy z TMZZ o wydaniu okolicznościowej dwuzłotówki. Wiem, że już jakieś starania są w toku. Planujemy też korowód z prawdziwego zdarzenia. Dobrze byłoby zorganizować w rynku całonocny jarmark przy świecących pochodniach i naszych pięknych latarniach. Proszę sobie wyobrazić ten klimat…jarmark staroci, swojskie jadło, wyroby lokalnych rzemieślników.

Może przed rocznicą uda się zrealizować nasz główny, tym razem w pełni samodzielny pomysł – udostępnienie od zwiedzania podziemi złotoryjskich.

 

I. P: Złotoryjskie podziemia to jak taka bajka o żelaznym wilku – wszyscy słyszeli, a nikt nie widział.

P. M: Podziemia istnieją i mogę o tym zapewnić. Widziałem je na własne oczy. Są w bardzo dobrym stanie. Część z nich remontowano jeszcze przed wojną, bo miały służyć za schrony przeciwlotnicze. Rozciągają się pod całym miastem. Prawdopodobnie wcześniej były to tunele górnicze, później kanały burzowe. W kilku miejscach są szczątki instalacji elektrycznej, gdzieniegdzie pozostałości drewnianej podłogi. Nasze podziemia są nawet wielopoziomowe To jest naprawdę ciekawe zjawisko, nic dziwnego, że stało się moim konikiem. Teraz załatwiam dokumenty, pozyskuję je z różnych źródeł, miedzy innymi z Archiwum Państwowego w Legnicy i może doprowadzę sprawę do końca. Muszą być pieniądze, zgoda konserwatora i wiele jeszcze dopełnionych formalności.

 

I. P: Gdzie jest wejście do podziemi?

P. M: Nie mogę ujawnić. Za dużo osób teraz chciałoby tam wejść na własną rękę. To mogłoby być niebezpieczne. Niech za przestrogę posłuży fakt, że w latach siedemdziesiątych zagubiła się tam grupa młodzieży i musiało szukać ich wojsko.

Jednak ludzie zainteresowani podziemiami naszego miasta znają tajemnicę wejścia do tuneli J. Kiedyś co druga kamienica na Basztowej miała swoje wejście.

 

I.P: Skoro rozmawiamy o podziemiach, to nasunęło mi się skojarzenie, że Aureus Mons to też takie podziemie w nowym wydaniu. Członkowie stowarzyszenia spotykają się na zebraniach w prywatnych mieszkaniach.

P. M: Tak, nie mamy własnego lokalu. Zazdroszczę TMZZ, że ma takie ładne miejsce na swoją działalność. My spotykamy się w pokoju koleżanki. Tam jest nasze „biuro” J. Trochę to uciążliwe dla niej i dla nas. Niedawno złożyłem podanie u burmistrza o przydział lokalu, ale odpowiedź była odmowna. Nie ma wolnych miejsc. Może następnym razem się uda i będziemy wreszcie wyglądać poważnie.

 

I. P: Macie ambicje polityczne?

P.M: Niedawno przeczytałem na forum zlotoryja.info: komuna na burmistrza. Chciało mi się śmiać, bo ja w takie sprawy się nie mieszam. Nie mam ochoty na razie startować w żadnych wyborach. Ale są wśród nas działacze polityczni, którzy przymierzają się do pewnych stanowisk, oczywiście życzę im powodzenia.

 

I. P: Młodzi mają jakieś szanse odnieść sukces w lokalnej polityce?

P. M: Rzeczywistość pokazuje, że mają. Ostatnio do Rady Miejskiej dostał się Iwo Matecki. Kiedyś takim młodym politykiem był Adam Zdaniuk, najmłodszy radny w naszym mieście. Jednak ogólnie młodzież nie zajmuje sie polityką. Ilu głosujących w wyborach to młodzi ludzie? Niewielki procent. A zwykle jest tak, że dana grupa wiekowa głosuje na swoich. Tu jest odpowiedź na pytanie.

 

I.P: Dziękuję za rozmowę i życzę, abyśmy następnym razem mogli sie spotkać nie w siedzibie TMZZ, ale w nowym biurze Aureus Mons.

 

rozmawiała Iwona Pawłowska

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.