Przywrócić marzenia

Filip większość czasu spędza na wersalce. Kiedy spotykam go w styczniowe popołudnie w wojcieszowskim mieszaniu na I pierze, leży przykryty kocem. Wygięte w łokciach ręce, przykurczone dłonie i spastyczność twarzy silnie zdradzają jego chorobę – najcięższą postać porażenia mózgowego. Gdy urodził się 15 lat temu we wrocławskiej klinice, nie od razu rozpoznano jego kalectwo. Lekarze poinformowali matkę, że najprawdopodobniej syn ma uszkodzenie mózgu spowodowane niedotlenieniem. Dopiero po 11 miesiącach stwierdzono czterokończynowe porażenie mózgowe. To był cios dla pani Agnieszki, która została sama ze swoją bezradnością. Niewiele wiedziała o postępowaniu w przypadku tej choroby, ale zaczęła szukać pomocy. Powoli zajęto się rehabilitacją niemowlaka. Postępy były zauważalne, Filip przynajmniej mógł sam przewracać się z boku na bok (teraz tego nie jest w stanie wykonać).

Dziecko rosło i lekarze uznali, że potrzebne będą zabiegi chirurgiczne, które ułatwią Filipowi koordynacje ruchową. I zaczęło się nastawianie rzepki kolanowej, prostowanie stóp i parę jeszcze innych działań, które efektów wielkich nie przyniosły, ale dostarczyły mnóstwo bólu i spowodowały długo gojące się rany. Wielomiesięczna rekonwalescencja ograniczyła możliwość zajęć rehabilitacyjnych. Filip zamiast po operacjach czuć się lepiej i wracać do sił, cofnął się w rozwoju fizycznym. Na dodatek, to co miało pomóc, nie do końca się udało, jak na przykład operacja kolana. Pojawiły się też silniejsze przykurcze. Matka Filipa nie może do końca zrozumieć, dlaczego lekarze narażali dziecko na stres i ból, operując nogi, skoro Filip i tak nigdy nie będzie chodzić. Pomoc wskazana jest w usprawnianiu rąk i dłoni oraz w niwelowaniu spastyczności. Teraz Filip czeka na wszczepienie pompy baklofenowej, która dozuje lek w zależności od potrzeb organizmu. Działanie medykamentu będzie skuteczniejsze niż przy podawaniu tabletek.

Filip mimo swego kalectwa chciałby żyć zwyczajnie. Trzy razy w tygodniu przyjeżdża pod jego blok samochód ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Złotoryi i zabiera chłopca na lekcje. Zajęcia odbywają się w trybie indywidualnym. Ze wszystkich przedmiotów Filip najbardziej lubi biologię i geografię z panią Marzeną. Nie pisze na lekcjach, bo nie ma jak. Wszystkie notatki sporządzają za niego nauczyciele, a potem w domu mama mu je czyta, gdyż Filip sam nie potrafi.

Chłopca bardzo cieszą wyprawy do szkoły, bo jest wreszcie wśród swoich rówieśników. Dzieciaki są naprawdę sympatyczne i życzliwe – mówi jego mama. Nie ma problemu, by wnieść wózek z Filipem po kilku schodach, bo zawsze znajdą się chętni chłopcy, by wtargać ten ciężar. Filip pytany, co mu się podoba w wyjazdach, mówi: „powrót do domu”.

Jest chłopcem bardzo przywiązanym do mamy, tęskni, będąc z dala od niej. Nic dziwnego – pani Agnieszka jest jak jego cień. Poza wyjazdami do szkoły towarzyszy mu cały czas. Bywa, że nie daje już rady. Nie pracuje, bo Filip wymaga stałej opieki (oboje żyją z zasiłku i alimentów od ojca Filipa). Chłopiec nie zje, nie ubierze się nie pójdzie do toalety, nie usiądzie bez cudzej pomocy. Panią Agnieszkę najbardziej niepokoi, że kiedyś ona nie wytrzyma i Filip będzie zdany na łaskę obcych ludzi. Już teraz ból kręgosłupa, jaki odczuwa pani Agnieszka, daje powód do niepokoju, że nie da rady znosić i wnosić Filipa po kilkudziesięciu schodach – barierze nie do pokonania przez wózek inwalidzki. Dlatego też najczęściej Filip spędza czas w domu na tej wersalce, na której go zastałam. Co robi? Zwykle ogląda telewizję.

Uwielbia teleturnieje, a szczególnie „Jaka to melodia?”. Jest rewelacyjny jeśli chodzi o rozpoznawanie szlagierów. Fascynacja teleturniejem przyczyniła się do tego, że fundacja „Spełniamy Marzenia” umożliwiła Filipowi wyjazd do Warszawy i uczestniczenie w nagraniu programu. Chłopiec poznał prowadzącego, słynnego Roberta Janowskiego i zamienił z nim kilka słów. Od tej pamiętnej wizyty jeszcze chętniej obserwuje zmagania uczestników „Jakiej to melodii?”. I to w zasadzie jedyna jego rozrywka. Nie czyta, bo nie umie, nie gra na komputerze, bo nie może posługiwać się klawiaturą, nie spędza czasu z rówieśnikami, bo nie ma kolegów.  Jak na swój stan i tak jest pogodnym dzieckiem.

Pytany o marzenia, mówi: Trudne pytanie mi pani zadaje.

 

Filipowi można przywrócić marzenia, można dać mu szansę na bardziej normalne życie, spróbować rozbudzić w nim pasję. Trzeba jednak umożliwić mu kontakt ze światem, zniwelować barierę dzielącą go od ludzi. Pani Agnieszka stara się o uzyskanie środków na zbudowanie platformy zewnętrznej, która pozwoliłaby Filipowi częściej i samodzielnie  opuszczać mieszkanie. Potrzebna jest też pomoc rehabilitanta. W Wojcieszowie nie ma poradni, która służyłaby fachową poradą.

Redakcja „Echa Złotoryi” liczy na swoich czytelników, którzy już nie raz okazali dobre serce i wrażliwość. Jeśli ktokolwiek chciałby pomóc Filipowi Chlaście z Wojcieszowa – bardzo prosimy o kontakt z redakcją.

 

 

Iwona Pawłowska

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuł - Echo Złotoryi, Reportaż. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Przywrócić marzenia

  1. KPP pisze:

    Aż mi wstyd, że mając dwie zdrowe ręce i zdrowe nogi potrafię marnować multum czasu.

    Heroizm matki godny podziwu! Nie napisałaś czy ktoś jej pomaga.

  2. ip pisze:

    na razie nikt, ale podczas spotkania w ZOKu zebraliśmy na licytacji prawie 4 tys. zł. na rehabilitację Filipa

  3. Pingback: Wystawa, wybory i Echo - Złotoryjski Klub Fotograficzny

  4. Pingback: Wystawa, wybory i Echo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *