Ogród nieplewiony i festiwal hejterstwa

Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Wiedziałam, że nie będzie też sympatycznie. Zastanawiałam się, gdzie przetrwać te kilka tygodni, które dzielą mnie od wyborów samorządowych. Czy uda mi się żyć bez internetu, gdzie zacznie się to mroczne życie kampanii. A wszystko przez mojego męża i jego decyzję, by uzdrawiać świat, przynajmniej ten lokalny. Nie będę ujawniać, jaka byłą moja reakcja na tę wieść, wystarczy powiedzieć, że przez kilka godzin w domu było nadzwyczaj cicho.

Ale nie ma rady, trzeba teraz połknąć tę żabę i uzbroić się w cierpliwość a najlepiej być jak Herbrtowski Apollo o nerwach z tworzyw sztucznych.

Poprosiłam tylko o jedno: chcę być poza kampanią. I o ile mogłam tego wymagać od męża, nie mogę, jak się okazuje, od anonimowych hejterów. Siłą rzeczy nieprzychylne wypowiedzi uderzają rykoszetem we mnie. Jak to zwykle bywa, kiedy nie ma się nic mądrego do powiedzenia, a argumenty są pod względem merytorycznym słabiutkie, to szuka się   duchów w szafie. W tym wypadku w ogrodzie. Kilku pedantom i estetom nie podoba się, bo trawa nieskoszona, bo bałagan, bo…Jeden wyborca proponuje nawet. by mąż pogonił żonę modnisię i ubrał mnie w ogrodniczki, bym robiła porządek. Proszę pana/pani – jeśli pan/pani myśli (o ile pan/pani myśli), że to przejdzie, to pan/pani chyba mnie nie zna. Po pierwsze i drugie –  nie mam ogrodniczek.

Najciekawsze jest to, że nieważne co robię, oceniona i tak jestem przez pozory. Mogę latami pisać społecznie do lokalnego miesięcznika, mogę mieć fotograficzną pasję i parę wystaw na koncie, mogę prowadzić i współorganizować imprezy charytatywne, mogę…mogę z siebie flaki wyrwać, ale to nic – ważne, że mam bałagan w ogrodzie i kilka ciuchów, które ktoś postrzega jako atrybut modnisi. Nie wiem, czy mam z tego się śmiać, czy zacząć zgrzytać zębami. Zawsze dystans i ironia pomagały mi w znoszeniu przejawów głupoty i chamstwa innych. Nie wiem jednak, czy i teraz pomogą.

A co do ogrodu – nigdzie indziej, tylko tu mogę spotkać uśmiechnięte świerszcze, kolorowe ważki, pająki skakuny czy tygrzyki, różnobarwne motyle…to mój raj, nieważne, że nieplewiony, ale mój i wara od niego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.