112 w akcji

Od roku na facebooku funkcjonuje funpage Złotoryja 112. Strona informuje na bieżąco o zdarzeniach, w których uczestniczą jednostki ratownicze naszego powiatu. Prowadzą ją Przemysław „Komuna” Markiewicz i Michał „Trevor” Kowalski.  Jako amatorzy – fotoreporterzy, kiedy im tylko czas pozwoli, są na miejscu zdarzeń, dokumentując akcje straży lub policji.

 

Iwona Pawłowska: Od kiedy marzyłeś, by zostać strażakiem?

Przemysław Markiewicz: Od zawsze. Chyba każdy chłopak miał w swoim życiu takie plany. Mnie zawsze podobały się służby mundurowe, szczególnie ich wozy bojowe. Miałem też w rodzinie wujka strażaka, więc te opowieści o straży przewijały się tu i ówdzie.

 

No popatrz, jak trafiłam. A zastanawiałam się, czy jesteś niedoszłym policjantem czy strażakiem J

Nigdy nie próbowałem dostać się ani tu, ani tam. Los rzucił mnie gdzie indziej.

 

Ale sentyment został. To dlatego powstała strona 112?

Chyba tak. Znam wielu strażaków i policjantów, dlatego łatwo mi było nawiązać z nimi współpracę. Ale też jako pracownik RPK miałem możliwość uczestniczenia w wielu akcjach, w wielu interwencjach. Miałem też staż w zarządzaniu kryzysowym w starostwie.

 

To dlatego częściej widać was obok straży pożarnej niż policji czy pogotowia?

Po prostu straż pożarna ma więcej wezwań. Jej działania są dość spektakularne. To nie znaczy, że policja ma mniej pracy, ale przecież nie będziemy jechać za patrolem, kiedy jest zgłoszenie kradzieży w Biedronce. I co, damy zdjęcie sklepu i kogoś z batonikiem w ręku?

Z interwencji pogotowia też trudno zrobić materiał. Przecież nie pokażemy zdjęcia masażu serca czy podłączania kroplówki. Poza tym trzeba też zachować tu pewną intymność. Jeśli chodzi o działalność służb medycznych, podajemy raczej informacje prewencyjne, na przykład instrukcje pierwszej pomocy.

 

Czyli macie ambicje nie tylko reporterskie, ale również dydaktyczne.

Tak, tu często wymieniamy się z innymi portalami takimi akcjami plakatowymi, prewencyjnymi, jak na przykład ostatnio publikowaliśmy ostrzeżenia o zatruciu tlenkiem węgla. Świetnie nam się pod tym względem układa współpraca z portalem Jelenia Góra 998.

 

Kojarzeni jesteście z facebookiem, ale wiem, że robicie też stronę internetową.

Tak, mamy swoją stronę. Wykupiliśmy domenę www.zlotoryja112.pl. Mamy nawet swoje logo, które wykonał Tomek Gilowski. Jednak szybciej przekaz dociera przez facebook. To nie znaczy, że do facebooka się ograniczymy.

 

 

Ludzi bardzo interesuje to, co robicie na swoim funpage’u.

Tak. To widać po liczbie odwiedzin strony. Mamy około dwóch tysięcy wejść na każdą z informacji. A rekordy popularności bił filmik prewencyjny o utonięciach. Tu liczyliśmy w milionach.

 

Jak myślisz, z czego wynika taka popularność portalu?

Myślę, że wypełniamy jakąś niszę. Nie było w sumie strony, która informowałaby o takich sprawach.  Ludzie chcą wiedzieć, dlaczego straż czy policja jedzie na sygnale i dokąd? Lokalna gazeta pisze o tym raz w tygodniu i ilustruje jednym zdjęciem. My jesteśmy szybsi i dzięki facebookowi mamy możliwość umieszczania większej ilości materiału. Ludzie lubią oglądać zdjęcia. Sama wiesz.

 

Nie masz obawy, że wychodzicie naprzeciw takiej niezdrowej fascynacji ludzkim dramatem?

Na pewno część osób tak do tego podchodzi. Mam obiekcje, kiedy widzę lajki pod newsem o jakimś pożarze. Jak można polubić czyjeś nieszczęście? Ale kiedyś ktoś mi wyjaśnił, że lajkuje sam fakt informowania, a nie to, że komuś spalił się dom.

Myślę, że takie informacje mają też znaczenie prewencyjne. Sam wiem, jak zareagowałem, gdy zobaczyłem pożar budynku mieszkalnego na Podmiejskiej. Widziałem, jak szybko płomienie ogarniają dom, a jednocześnie byłem świadom, kto tam mieszka i jak długo ta dziewczyna remontowała swoje mieszkanie. To działa na wyobraźnię.

 

Są takie sytuacje, kiedy wiesz, że nie powinieneś robić zdjęcia?

Nie wypada fotografować rannych. Zwykle czekamy, jak odjedzie karetka. Nie zrobiłbym zdjęcia śmiertelnym ofiarom. Chociaż z drugiej strony wiem, że widok czarnego worka może działać prewencyjnie. Jednak miałbym wątpliwości, czy to publikować. Na szczęście nie musiałem dokonywać takiego wyboru. Nie uczestniczyłem w tak dramatycznych akcjach.

 

Co jest ważniejsze, informacja czy zdjęcie?

I jedno i drugie. Dla Michała na pewno zdjęcie J. Czasem tłumaczę mu, żeby dał sobie spokój z dbałością o technikę. Wiem, że jest w Złotoryjskim Klubie Fotograficznym i dla niego jakość zdjęcia jest ważna, ale nie można czekać, aż dopieścimy fotkę, kiedy trzeba dać news na stronę. Ja jestem gotów robić fotki komórką. Przecież to nie konkurs, tylko reporterka.

 

Kiedy jesteś na miejscu zdarzenia, nie masz czasami takiego odruchu, by rzucić aparat i biec pomagać?

Zwykle ratownicy świetnie sobie radzą podczas akcji i nasza pomoc nie jest potrzebna. Jednak myślę, że gdyby była taka konieczność, nie wahałbym się. Nawet myślimy poważnie z Michałem, by zrobić KPP, czyli taki profesjonalny Kurs Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy, jaki mają ratownicy. Trochę to kosztuje, ale szukamy sponsorów J.

 

Pytam o to, bo interesuje mnie, jak reagujesz, będąc tak blisko dramatu?

Stoimy z boku, starając się nie przeszkadzać. Pamiętamy, że to dla kogoś tragedia. Kiedyś w podzłotoryjskiej wsi zostaliśmy zrugani przez właścicielkę palącego się domu, że filmujemy jej nieszczęście. Potem jednak nas przeprosiła i co więcej – prosiła o zdjęcia do dokumentacji.

Nie zawsze jesteśmy blisko dramatów, czasem akcje straży to ściąganie kota z drzewa. Bywa, że to komicznie wygląda, kiedy strażak wchodzi po drabinie uwolnić kota z opresji, a ten ucieka na kolejne drzewo. Ale tak też wygląda praca w tym zawodzie.

 

Skąd wiecie, że dzieje się coś wartego uwagi?

Bardzo często ludzie do nas dzwonią, wiedząc, że zajmujemy się reporterką. Bywa, że jesteśmy na miejscu zdarzenia zaraz po pierwszych jednostkach. Oczywiście wtedy, gdy nie jesteśmy w pracy i kiedy mamy do dyspozycji samochód. Jesteśmy też czujni, gdy słyszymy wycie syren. Mamy też pomocników w terenie. Damian Zajdel to taki nasz informator i pomocnik w jednym J.

 

Wynika z tego, że jesteście już rozpoznawalni.

Trochę tak. Niektórzy biorą nas za strażaków, inni za policjantów, jeszcze inni za TV J.

 

To znaczy, że współpraca ze strażą i policją zapowiada się na dłużej?

Tak. Chociaż wiadomo, że nie możemy być dyspozycyjni i mobilni zawsze, bo i ja i Michał pracujemy, z dostępem do auta jest też różnie. Mimo to w przyszłości planujemy okleić auto, stosować kamizelki odblaskowe, takie jak mają służby ratunkowe. Tak zresztą doradzono nam, abyśmy mogli wejść dalej niż dotychczas i żeby być bardziej widocznym dla nich.

Ta współpraca jest korzystna dla obu stron. Służby powinny również dokumentować swoje akcje. Czasem dowódca dzwoni do nas, czy damy im nasze zdjęcia, bo potrzebują do raportu.

Ostatnio na stronie wojewódzkiej straży pojawiły się nasze zdjęcia z akcji gaszenia kamienicy w Świerzawie.

 

Doceniają was?

Myślę, że tak. Nawet teraz, kiedy pod koniec października ma być organizowana w mieście duża konferencja: Zgłoś ryzyko, komendant straży pożarnej zaproponował nam partnerstwo medialne. Nasze logo pojawiło się na plakacie obok ZOKiRu czy Gazety Złotoryjskiej, z którą zresztą ściśle współpracujemy, wymieniając się informacjami.

 

Powiedz mi szczerze, czy kiedy jesteś w centrum wydarzeń i widzisz, jak działają strażacy, żałujesz, że nie jesteś jednym z nich?

Nie, to były dziecięce marzenia. Przecież każdy chłopiec chciał być strażakiem J.

 

 

 

Z Przemysławem „Komuną” Markiewiczem rozmawiała Iwona Pawłowska

 

 

Autorzy portalu Złotoryja 112 apelują do czytelników Echa, by informowali ich o zdarzeniach wartych dokumentowania, pisząc na adres mailowy: zlotoryja112@gmail.com lub dzwoniąc pod numer: 883 998 112  ewentualnie korzystając z facebooka: www.facebook.com/zlotoryja112

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuł - Echo Złotoryi, Wywiad. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.