O jedno zdanie za dużo


Kiedyś trzeba było zjeść beczkę soli, zanim poznało się człowieka. Tak przynajmniej mówiło ludowe porzekadło, a jak wiadomo, w gminnych przysłowiach – mądrość narodu. Dziś postęp, technologia, sieć umożliwiają nam to poznanie szybciej. Bo wszystko toczy się teraz szybciej, co nie znaczy – lepiej. Zamiast beczki soli wystarczy już tylko wpis znajomego na fejsbuku. Kiedyś ludzką próżność, głupotę, prymitywizm, podłość charakteru można było jakość skryć pod pozorami gładkiej rozmowy o niczym, czyli o pogodzie lub o chorobach. Można było zasłonić swój brak sympatii do kogoś miną pokerzysty. By się nie spotkać twarzą w twarz, wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy. Dziś już się tak nie da. Jesteśmy bliżej siebie. Siłą rzeczy, kiedy wchodzimy w sieć internetu, istniejemy też w cudzym życiu. I taki fejsbuk nas obnaża doszczętnie. Czyta się nas jak otwartą księgę. Taką powieść naturalisty.
Jeden wpis, jeden komentarz mogą zrujnować nasz wizerunek. I nie pomaga wcale usuwanie po czasie takich postów z sieci, bo obrazu się już nie poprawi. Mleko się wylało i zaczyna kiśnieć. Wrażenia, czyli smrodu nie da się wymazać. A szkoda. Z jednej strony cieszę się, że łatwiej mi teraz ocenić świat i zweryfikować jego oblicze, tak jak wartość znajomych , ale z drugiej strony niezmiernie mi smutno, że okazują się inni, niż myślałam, zanim napisali o to jedno zadanie za dużo.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.