Pieniądz nie ma twarzy polityki

Za kilka dni zagra WOŚP. To ten czas, kiedy Polacy już ustawili się po dwóch stronach barykady. Jedni opluwają Owsiaka, a drudzy opluwają opluwających. Mamy kolejny powód, by się podzielić, zróżniczkować, pomnożyć problemy, dodać sobie zasług i ująć innym autorytetu. Taka polska matematyka. Dzieje się to na samej górze i na spodzie naszej piramidy sortów.
I po co to wszystko?
Czy pomaganie musi mieć twarz polityki? Czy pieniądze dane z lewej bądź prawej strony mają inną wartość?
Gdzieś w tym całym zamieszaniu i sporze, czy prawo do pomagania ma WOŚP, czy Caritas, czy Szlachetna Paczka, czy Nasze Rio, czy Złota Cooltura czy Animus, czy cokolwiek innego, zapomina się o tych, którzy na pomoc czekają.
Czy to ważne, pod jakim szyldem będziemy wspierać człowieka, tego małego lub dużego?
Patrząc na to wszystko, mam wrażenie, że sama powinnam chyba poddać się terapii psychiatrycznej, bo muszę mieć jakąś schizofrenię, jakieś rozdwojenie osobowości, ba – roztrojenie, zmultiplikowanie . Dziwnie nie przeszkadza to mojemu sumieniu, że kilka miesięcy w roku oddaję swój czas Szlachetnej Paczce, a kiedy przychodzi ten czas, idę licytować na WOŚPie. Kiedy w kościele sprzedają świecę Caritasu, wyciągam kilka złotych i kupuję, bo przecież może się przydać. Mnie świeca, a ludziom w potrzebie pieniądze. Takie to proste. Dla mnie. Bo dopóki zarabiam i nie przymieram głodem, wiem, że mogę wysupłać z portfela choć trochę, by dać tym, którzy nie mają. I nie jest to, Bóg wie jaki altruizm, bo wyznaję prostą zasadę – karma wraca. Może kiedyś przyjdzie ten czas, że to ja będę wymagać cudzego wsparcia. Taki mój egoizm. Egoizm, którego wyjątkowo się nie wstydzę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.