Padają mi baterie

Do końca semestru jakoś się może doczołgam. Ale już padają mi baterie. Zdecydowanie nie mam sumienia patrzeć w oczy moim uczniom, gdy pytają, czy sprawdziłam ich matury próbne/testy gimnazjalne/sprawdziany/kartkówki. A nie sprawdziłam, bo mam kartkowstręt. Odczuwam realnie jakieś bóle somatyczne, gdy patrzę na stosik wypracowań rosnący z dnia na dzień. Nie wiem, skąd wzięło mi się to dziwaczne hobby kolekcjonowania uczniowskich rękopisów. Może to jakiś atawizm? Może z dzieciństwa mi zostało, bo wtedy widokówki zbierałam. Nie wiem, ale jedno wiem, że to dzisiejsze hobby jest zupełnie irracjonalne. Widokówki przynajmniej można było z koleżanką wymieniać, a z kim wymienię wypracowanie o „Dziadach”? No chyba nie z matematyczką, która da mi w zamian prace z ciągów czy z biologiczką, co test z krzyżówek genetycznych robi.
Do ferii jeszcze prawie trzy tygodnie i jak się nie ogarnę, to mogę zapomnieć o wypoczynku, o jakimkolwiek wyjeździe w góry. Będę tkwić w domu, przekopując się przez nadprodukcję uczniowskiej inwencji, przejaw ich kreatywności i mojej obsesji przynoszenia roboty do domu.
A tak w ogóle to nic mi się nie chce.
Wieczorem zajrzałam do kuchni. Tam znowu jakieś naczynia do mycia. Nikt się jakoś nie garnie do tych garów. Zgasiłam światło i pospiesznie opuściłam pomieszczenie. Jak czegoś nie widać, to nie istnieje. Z problemami tak już jest, że nie bolą, dopóki nie wyjdą na światło dzienne .

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.