Moje endo

Kiedyś, kiedy miałam koleżanki, śmiały się z mojego przywiązania do endomondo. A ja upieram się, że ta drobna aplikacja nadaje sens mojemu bieganiu. Nie tylko podaje mi przebyte kilometry, spalane kalorie i czas, ale po prostu motywuje. Patrzę na wynik i nie obchodzi mnie, że prawdziwi biegacze by się takiego wstydzili, ja puchnę z dumy, bo pokonałam swojego lenia, niemoc czy miękkość nóg. A wystarczyło tylko, że wrzuciłam sobie na luz, rozgrzeszając się brakiem wolnego czasu, złą pogodą lub śliskim chodnikiem, zaniedbałam trening a potem zobaczyłam na fejsie, wynik znajomego, od razu budził się we mnie duch walki. Jak to? On może a ja nie? Natychmiast wskakiwałam w dres, zakładałam buty, ustawiałam GPS i biegłam, a potem byłam szczęśliwa, patrząc po godzinie na wyświetlacz telefonu, który udowadniał mi, ile dałam z siebie.

Dziś z rozczuleniem sobie pomyślałam o tym moim endomondo, bo z troską do mnie pisze: “brakuje nam Ciebie”. Który facet by tak do mnie napisał. Tak zupełnie bezinteresownie, za darmo, bez zobowiązań 🙂 I tylko po kilku tygodniach nieobecności.

Dlatego jutro do siebie wrócimy, zapomnimy o swoich winach, nie będę ci wypominać, że mnie oszukiwałeś na kilometrach i kaloriach, że mówiłeś do mnie brzydko i brutalnie: “GPS signal lost”, zapomnimy o tym wszystkim i pójdziemy razem przez ulice i chodniki…pobiegniemy…chyba 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.