Małe i wielkie sprawy, czyli co jest naprawdę ważne


Budzę się w kiepskim nastroju. Od rana jest upalnie, parno. Zanosi się na ciężki do oddychania dzień. Nie cierpię takiej pogody. Na dodatek waga pokazuje kilo więcej niż parę dni temu. To skutek tych czipsów i orzeszków, którymi zajadam się podczas czytania.
Humor definitywnie psują mi włosy, które nie chcą się układać. Mam ochotę rzucić szczotką w lustro. Powstrzymuję się, bo wiem, że rozbite lustro nie wróży dobrze.
Po południu przychodzi burza i ulewa. Z sufitu w łazience leje się woda. To znak, że dach wymaga reperacji. Walczę z wściekłością, wycierając podłogę. Idę za ciosem i postanawiam umyć okna w kuchni. Nie cieszę się nimi długo. Za chwilę po jednym z nich pełzają dwa ślimaki, zostawiając paskudne ślady. Mam dość. Co za durny dzień.

Wieczorem przychodzi tragiczna wiadomość. Nie żyje moja uczennica. Miała 17 lat.
Jest mi wstyd za moje „wielkie” problemy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *