Nieszlachetna w Paczce


Obiecywałam sobie, że już się nie dam wciągnąć w Szlachetną Paczkę. Trzy lata to dużo i sądziłam, że wystarczy mi tej przygody. Człowiek musi się uczyć wyciągać wnioski – twierdzę. Jeśli nadmiar obowiązków budzi we mnie stres, to trzeba sobie nie robić już więcej krzywdy, biorąc na barki zbyt ciężką Paczkę . Ale…ale z konsekwencją jest u mnie na bakier. Męczę się już z tym brakiem od lat, bo to właśnie przez tę ułomność nie udało mi się wychować dzieci, tak, jak powinnam – według fachowców od wychowania. „Nie włączysz komputera, dopóki nie posprzątasz pokoju” – groziłam synowi. I co? I w konsekwencji mojej niekonsekwencji ja sprzątałam rozrzucone ciuchy, zabawki, papiery, a syn klikał w klawiaturę. Może i dobrze, przynajmniej dziś jest programistą i zarabia lepiej ode mnie. Choć ja też klikam 
Ale wracając do Paczki, oczywiście zgodziłam się. Bo dlaczego nie? Przecież lubię, kiedy moja doba nie domyka się i lubię nie mieć czasu na myślenie o bzdurach 
Jednak już po zadeklarowaniu swojego udziału w projekcie, zorientowałam się, że w tym roku Szlachetna Paczka promuje się hasłem: „Lubię ludzi”. I zrobiło mi się jakoś dziwnie. Bo ja nie wiem, czy lubię ludzi. Na pewno lubię swoje dzieci i męża, rodziców, brata i bratową, ba, nawet swoje bratanice i kilkoro znajomych. Ale czy lubię ludzi tak w ogóle? Tych obcych? Wciąż bardziej obcych? Nie mam przekonania. Ktoś znany powiedział: „Kiedyś ludzi traktowałem dobrze, dziś ze wzajemnością”. I coś w tym jest. Jakaś gorzka prawda wypływająca z doświadczenia. Bo między „kiedyś” a „teraz” zdarzyło się dużo. Nie tylko przybyło lat, zmarszczek i kilogramów.
Czy ktoś, kto nie wie, czy lubi ludzi, może być wolontariuszem Szlachetnej Paczki? To pytanie mnie dręczy od kilku dni. Ale też czuję jakiś fałsz w szumnym sloganie stowarzyszenia. I myślę, że pora odczarować parę spraw. Moja praca w Paczce nie wypływa z lubienia ludzi. Motywuje mnie do niej przede wszystkim egoizm. Lubię ten stan, kiedy w natłoku zadań nie mam czasu nic zjeść, lubię ten pozorny chaos finału, kiedy w gwarze i rozgardiaszu z magazynu wyruszają do ludzi kolejne prezenty. Lubię widzieć zaskoczenie, radość a nawet zakłopotanie na twarzach obdarowanych paczkami, które nie mieszczą się w ich mieszkaniach. Lubię być raz w roku Mikołajem . Choć wcale nie jestem szlachetna .

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *