W tym szaleństwie jest metoda

Przyszedł od dawna zwiastowany syberyjski wyż. Od czasu do czasu tak się zdarza, że w zimie jest zimno. Chłodem wieje od Wschodu…do zachodu słońca. Wieje chłodem z powietrza i od ludzi. Musi być naprawdę zimno, skoro zaczęłam chować głowę w czapkę, nie zważając na to, co robi mi z włosami. Odwieczny spór: wyglądać czy żyć został rozstrzygnięty ze stratą dla estetyki.
Z tego zimna nawet psa żal mi ciągać na smyczy. Może gdybym miała sposobność kupić mu kozaki i odziać w drugie futro, zdecydowałabym się na wywleczenie go na miejskie trotuary. Ale że nie mam, to trudno. Poczekamy na lepszy czas.
Ale zapędy do ubierania domowych zwierząt miałam już w zamierzchłym dzieciństwie, szczęśliwie spędzanym na wsi.
Prześladowałam manią kreatora mody domowy inwentarz mojej babci. Kocica o męskim imieniu Mruczek z anielską cierpliwością znosiła strojenie jej w czapkę wełnianą i takiż szalik. W tak ciekawej modowej aranżacji woziłam to biedne zwierzę w swoim dziecinnym wózku po wiejskich drożynach. Pies Bambo był mniej cierpliwy jako model. Kiedy ustroiłam go w swój biały włóczkowy sweterek „kościółkowy”, uciekł na kilka dni z domu. Gdy wreszcie się odnalazł, po sweterku nie było ani śladu. Na szczęście dla krów i konia Baśki nie miałam tak obszernych części garderoby, co uchroniło je przed eksperymentami domorosłej stylistki i kompromitacją w oczach pasących się po sąsiedzku innych krów.
Mania strojenia zwierząt minęła mi, kiedy urodził się mój kuzyn Grześ. To on padł moją kolejną, tym razem ludzką ofiarą zmysłu kreacji. Wybierałam dla niego czapeczki, spodenki, koszulki i dopiero właściwie skompletowanego woziłam tymi samymi dróżkami, którymi niegdyś lansowałam kotkę Mruczka.
Dziś patrząc na oryginalnie odziane yorki, maltańczyki i pudle, mam wrażenie, że te kilkadziesiąt lat wstecz nieświadomie stałam się prekursorką animalistycznej mody. Szkoda, że wtedy uchodziło to za szaleństwo małej Iwonki 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *