On (wpis bardzo intymny)


Poznaliśmy się, gdy miałam niespełna 16 lat. Byłam nieopierzonym chłystkiem płci żeńskiej, niepewną siebie raczkującą dopiero kobietą, a on maturzystą mojego liceum. Imponował mi, bo był starszy, dorosły i najlepszy. Primus inter pares. Tak nazywała się galeria, w której jego portret wisiał. Można powiedzieć, że wychował mnie do spółki z moimi rodzicami, więc to, jaka jestem, jest po części jego zasługą lub winą. To on mi wyrzucił do rzeki pierwszą paczkę papierosów i powiedział, że kiedy będę palić, rozstanie się ze mną natychmiast. Znaczyło to więcej niż pogadanki na godzinach wychowawczych. To za jego radą skończyłam poznański uniwersytet i z jego przyczyny wspinałam się na górskie szczyty Bieszczad i Sudetów i z miłości do niego zostałam matką pierworodnego Kacpra, a potem, po latach Maksa.
Zawsze był obok mnie, nawet na moich życiowych zakrętach. A było ich kilka, wyrozumiały i opanowany był przeciwwagą dla mojego cholerycznego i histerycznego usposobienia.
To on nauczył mnie fotografii i pasji społecznikowskiej. To on pokazał, że zadowolenie z życia jest lepsze niż zarabianie pieniędzy, choć czasem miałam o to żal, gdy patrzyłam, jak wyglądają domy moich znajomych.
Jemu też zawdzięczam wsparcie, kiedy przyszło i zmierzyć się z chorobą. To on mnie widział łysą, zapuchniętą i zupełnie nieseksowną, gdy zmagałam się z tym paskudnym intruzem w głowie, a i tak wtedy mówił, że jestem dla niego piękną.
Wierzę w jego uczciwość, jego dobre intencje. Dla mnie jest zwycięzcą. Bo zwyciężył moje demony. To bardzo dużo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>