Pomilczmy


Cisza. Bywa nieznośna, niewygodna, uwierająca. Cisza bywa też błogosławiona, kiedy jest antraktem w jazgocie świata. A ten jazgot jest coraz bardziej natrętny. Dźwięk telewizora, radia, ten płynący ze słuchawek, szum lodówki czy sunących po szosie aut. Głosy mówione i pisane, szczególnie wielkimi literami. Najgłośniejsze – jak to z reguły bywa – tych, co nie mają nic mądrego i ważnego do powiedzenia. Oni nie lubią ciszy, bo wtedy dzwoni w uszach, a jak pusto w głowie, to dzwon rezonuje i muszą to czymś zagłuszyć. Nie myślami, bo skąd?
Tak, im głupiej, tym głośniej. Jakby siła tonu była stelażem do budowania sobie autorytetu.
Dlatego jestem podejrzliwa wobec głośnych. A też tak się składa, że im starsza jestem, tym bardziej pragnę spokoju i ciszy. Tak jak wczoraj, gdy nie patrząc na brak towarzystwa, wzięłam plecak i poszłam w las. Tak mi się właśnie wymarzyło, by zostawić wszystko swojemu biegowi, porzucić na moment sprawy, na które i tak nie mam wpływu i być ze sobą. I z ciszą. Wystarczyło parę godzin, by nasycić się tym, co piękne i przemijające. Złotem liści, ciepłem jesiennego słońca i na razie lekkim wiatrem, który jest forpocztą już innej aury.
„Byłam szczęśliwa tak, że ciszę przerywało tylko milczenie.”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.