Pachnie lenistwem


Można nie lubić listopadowej jesieni, ale jest jakaś magia w długich wieczorach. Takich wieczorach, gdy okna i mury nie tylko odgradzają nas od ciemności, ale od przenikliwego, zgniłego chłodu. I wtedy można pozwolić sobie na uprawianie domowego życia. Nawet jeśli miałby to być tylko przekładanie rzeczy z kąta w kąt albo bardziej twórczo – ocenianie uczniowskich wypracowań. A jeszcze jak ból kolana daje rozgrzeszenie, by sobie odpuścić bieganie, to już zupełna sielanka. To nic, że tyłek rośnie. Przecież zawsze w sklepie można poprosić o większy rozmiar. Dla kogoś to chyba szyją? Kariery top model nie planuję. Poza tym, jak to moja znajoma mawia: „albo gęba, albo tyłek”, czyli trzeba wybrać, co ma być pomarszczone, a co wypukłe ????
Dlatego uprawiając to domowe życie, można pozwolić sobie też i na kulinarne eksperymenty, gdy już znudzą uczniowskie prace. Na przykład można upiec chleb na zakwasie. Nieważne, czy wyjdzie, czy będzie smakować, czy zakalec nie oszpeci jego wnętrza, wystarczy, że pachnie w kuchni, pachnie domem, pachnie takim jesiennym lenistwem. I dobrze jest smakować te chwile.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *