Dlaczego kobieta w słusznym wieku nie powinna robić zakupów wieczorem?


Człowiek uczy się całe życie, a pożytek z tego marny. Przekonałam się ostatnio, że można skończyć wyższą nie byle jaką uczelnię, mieć prawie pół wieku na karku, a życie i tak człowieka zaskoczy. I przerobi na swoje 🙂
Ale od początku. Kończył mi się płyn do naczyń, jechałam już na resztkach wysysanych z butelki, niemal odwracałam ją na lewą stronę, by coś jeszcze skapnęło, ale prawda była okrutna – bez nowego detergentu nie mam co liczyć na uprzątnięcie zlewozmywaka z poobiednich rewolucji. Zatem wzięłam i się wpakowałam w auto, co by uzupełnić braki w tak zwanej chemii gospodarczej. Pojechała do sklepu, gdzie jest i płyn i coś do jedzenia, więc przy okazji kupiłam główkę sałaty lodowej i kilka innych nieplanowanych produktów. Wróciłam do domu i kiedy wysiadałam z auta, niewdzięczna reklamówka (a było wziąć torbę wielokrotnego użytku) zerwała się i zakupy rozsypały po podwórku. W ciemnościach (bo jak w torebce znaleźć telefon, by nim poświecić?) pozbierałam, co udało mi się znaleźć i wtargałam do mieszkania.
Zabrałam się do przerwanej pracy przy zlewozmywaku, nalałam płynu i…szlag mnie trafił. Co on taki wodnisty? Oszukali mnie? Zabrali sobie płyn, a do butelki wody dolali? Od razu przypomniałam sobie, jak oszukiwaliśmy rodziców, rozcieńczając wino. Ale przecież to chyba niemożliwe, żeby taki numer w sklepie na L zrobić? W końcu tknięta intuicją, zerknęłam na etykietę. A tam jak byk stało: Nabłyszczacz do zmywarek. Nosz kurde, żeby tak kobietę oszukać! I na co mi nabłyszczacz do zmywarek, kiedy nie mam zmywarki??? Czy oni na tych butelkach nie mogą większymi literami ostrzegać, co biorę do koszyka?
Żeby tego było mało, rano (w grudniu rano jest szare) wsiadłam do auta, pojechałam do pracy, po kilku godzinach wróciłam i kiedy wjeżdżałam na podwórko zobaczyłam, że przed domem leży coś płaskiego i zielonego. Nie rusza się, więc chyba nieżywe. Od razu z ulgą przypomniałam sobie, że żaden nasz kot nie ma zielonej sierści. Wysiadłam, z bliska się przyjrzałam i po raz kolejny w ciągu 24 godzin wpadłam w konsternację. Po głowie chodziła mi jedna myśl: Kto mi podrzucił zwłoki sałaty pod dom? Kto sobie robi ze mnie jaja? Żeby jeszcze tak bezczelnie!
Chwilę trwało (w tym czasie zwłoki pochowałam w kuble na śmieci), zanim uświadomiłam sobie, że to była moja wczorajsza sałata, która musiała się wysypać z urwanej reklamówki, a w ciemnościach nie zdołałam jej wyciągnąć spod auta, bo jak? Skoro ciemno!
A morał z tej historii jest taki, że nie wszystko, co przypomina płyn do mycia naczyń jest płynem, polonistka niekoniecznie umie czytać ze zrozumieniem, nabłyszczone naczynia bez płynu dalej są brudne, a sałata, która wpadła pod koła, robi się płaska.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *