Sprawdzian z biologii, czyli system padł


W TV, w internecie, na ulicy, w domu, wszyscy mówią o strajku. Strajku, którego nie ma. Jeszcze. Ale po raz pierwszy od wielu, wielu lat nauczyciele powiedzieli: dość.
Różne grupy zawodowe zrobiły to wcześniej, ale nauczyciele nie potrafią tak się zmobilizować jak policjanci, tak namolnie blokować dróg jak rolnicy czy tak brutalnie najechać stolicę jak górnicy. Nauczyciele ciągle mają wątpliwości, czy w ogóle wypada. Bo przecież nauczyciel to nie zawód – jak wczoraj grzmiał rzecznik praw dziecka – nauczyciel to misja. Skoro misja, to nie ma co się dopominać o kasę na bzdety, bo najistotniejszy jest duch, który karmiony być nie musi. Zresztą kto, jak nie nauczyciel tłumaczy dzieciakom, że ważniejsze jest “być” niż “mieć” 😉


A poza tym przecież nauczyciel i tak zarabia „prawie jak poseł” – usłyszałam wraz z tzw. opinią publiczną od jednego z polityków. Przy czym prawie równa się kilka tysięcy, czego opinia publiczna nie usłyszała od posła, a ja jestem o tę wiedzę bogatsza. W ogóle tylko o wiedzę. Od pana posła też.
I tak im bliżej tego zapowiadanego strajku, coraz ciężej mi na duchu. Żaden polityk czy rzecznik nie musi mi mówić, że dobro dziecka jest najważniejsze, bo ja to wiem, od kiedy podjęłam się tego zawodu. Świadomie.
Dla dobra dziecka, rzecz jasna cudzego, mimo choroby trwałam przy biurku i starałam się wykładać to, co w głowach dzieci znaleźć się powinno. Nawet kiedy czekała mnie operacja, starałam się odwlec ją w czasie tyle, by doprowadzić klasę do matury. Dopiero pod naciskiem argumentów rodziny, zrezygnowałam 3 tygodnie przed egzaminem dojrzałości, co zresztą spotkało się, szczególnie na początku, z brakiem zrozumienia ze strony zainteresowanych.
Za każdym razem mając do wyboru L4 czy pójście do pracy nauczyciel rozważa, ile godzin mu przepadnie w klasie i kiedy to nadrobi. Tak jest w moim gronie. I za to ręczę.
Dlatego z wyrzutami sumienia staję przed gimnazjalistami, których przez trzy lata próbowałam uczyć, a tuż przed egzaminem mam plan zostawić, by dołączyć do strajku.
I kiedy w tym tygodniu padło z ich ust pytanie, czy nasza szkoła strajkuje, zatrwożyłam się, co im powiedzieć. Jak wytłumaczyć, że ich egzamin jest ważny, ale my też musimy walczyć o swoje…Wybrnęłam z tego, odwołując się do faktu, że jeszcze nie wiemy, bo nie było referendum.
Na to jeden z gimnazjalistów mówi: „Bo wie pani, strajk ma być 8 kwietnia a my na ten dzień mamy sprawdzian z biologii i nie wiemy, czy jest sens się uczyć.”
I tym jednym zdaniem młody człowiek rozwalił system. Lepiej niż pani minister. A mnie zdjął z serca głaz wyrzutów sumienia 😉.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.