Przy okazji zdjęć

Leżąc sobie w sobotę pod kocem, usprawiedliwiona wirusem, jaki zalągł się w mym nosie, gardle i Bóg wie gdzie, zabrałam się za przeglądanie archiwum. Bo przecież z gorączką nie jestem zdolna do poważniejszych zajęć, jak na przykład odpowiedzialnego oceniania wypracowań.

I tak przekopując zakurzone karty dawno nieprzeglądanych albumów, natknęłam się na dwa zdjęcia z 1987 roku. Dobrze, że je podpisałam, bo dziś pewnie nie byłabym w stanie zlokalizować przedstawionej na nich sytuacji w czasie i przestrzeni.

To było lato. Obóz w Baworowie koło Leśnej. Obóz nie byle jaki, bo dla dobrze zapowiadającej się młodzieży „Awangarda XXI wieku”, na który pojechałam w nagrodę za moje w miarę atrakcyjne i nawet nagradzane próby literackie, jakie popełniałam w liceum.

Obóz był ze wszech miar nowoczesny.  Dla młodzieży przygotowano samodzielne domki kampingowe, we wspólnych salach, w których przebywaliśmy podczas zajęć, były komputery, maszyny do pisania, powielacze. Każdy z nas zajmował się tym, co lubi – rzecz jasna w granicach przyzwoitości. Stanowiliśmy swego rodzaju miniaturę państwa, silą rzeczy jeszcze komunistycznego, ale bardzo liberalnego, gdyż pamiętam, że grupa moich rówieśników, która bardziej ode mnie interesowała się wówczas polityką, zrobiła zamach stanu i wprowadziła własne rządy.

Dziś z perspektywy czasu myślę, że to był taki wentyl bezpieczeństwa, jaki władza zafundowała młodzieży, w jej mniemaniu zdolnej do przejęcia sterów w przyszłości 😉.

Ja robiłam to, co umiałam i lubiłam. Założyłam obozową gazetę, pisałam do niej i wydawałam ją, kopiując na powielaczu. Żałuję, że do dziś nie ostał się żaden egzemplarz, chociaż nie wiem, czy nie musiałabym się tego wstydzić 😊.

Pamiętam, że miałam wtedy okazję spotkać się z ówczesnym ministrem sportu – Aleksandrem Kwaśniewskim. Przy czym ten resort nazywał się Komitetem do Spraw Młodzieży i Kultury Fizycznej. Co prawda wywiadu z nim nie przeprowadzałam i poza krótką rozmową oraz uściskiem ręki już więcej nie miałam z nim do czynienia, ale chętnym do rozmowy okazał się jego towarzysz – Dariusz Szymczycha, ówczesny redaktor „Sztandaru Młodych” – wiele lat później rzecznik prezydenta.

Zrozumiałe jest, że dziś już nie pamiętam w szczegółach, o czym rozmawialiśmy i co zapisałam w tekście, ale wiem, że udzielił mi wtedy kilku rad jako „młodszej koleżance po fachu i życzył wytrwałości” 😊 Szkoda, że nie uzyskała od niego wówczas informacji, jak piąć się skutecznie i szybko po szczeblach kariery politycznej, bo może by ze mnie coś było.

A tak? A tak, myślę sobie, że pewnie niektórych z nas, zapraszając na ten obóz, przeceniono. Okazało się, że kariery w nowej rzeczywistości nie zrobiłam. Może dlatego, że komuna padła dwa lata później, a ja wtedy zajęta byłam już zupełnie innymi sprawami, jak na przykład łaciną, gramatyką historyczną, metodyką czy historią literatury polskiej.

Dobrze, że przynajmniej nie kazano mi po latach oddać tych pieniędzy, jakie zainwestowano w mój dwutygodniowy pobyt w Baworowie w lipcu 1987 roku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.