Wszystko przez ten wiatr ;)

Jak przystało na pierwszą sobotę wiosny, zaczęło się słońcem. Termometr aż sam zdziwił się sobą, bo słupek niebieskiego płynu uniósł się do ponad 20 stopni. Po ogrodzie zaczęły latać motyle i to nie byle jakie cytrynki, bo całkiem szlachetnie ubarwione. Chociaż w „Muminkach” było napisane, że pierwszy ujrzany w roku motyl powinien mieć żółte skrzydła, bo to wróży wesołe lato. A ja myślę, że dla nauczyciela każde lato jest wesołe. Ale mniejsza o większość. Na łące w moim ogrodzie rozsiadły się fiołki i fruwają pszczoły. To niechybny znak, że trzeba sprawdzić stan opon w rowerze po zimie i wypróbować sprzęt w terenie.

Słowo stał się ciałem i zapakowana po brzegi aparatami, wsiadłam na swoją Gazelę, by przetestować stan nawierzchni okolicznych dróg. I znowu się przekonałam, że z jazdą na rowerze jest zupełnie inaczej niż z językami obcymi – nawet po długiej bezczynności przychodzi naturalnie. Trochę gorzej z kondycją. No właśnie…Jadę i czuję, że powietrze stawia mi opór. Normalne – myślę sobie – wiatr wieje. Pocieszam się, że kiedy będę wracać, ten sam wiatr będzie mnie pchał. I tak przemierzam okolice całkiem wiosenne i już kwieciste, od czasu do czasu przystaję, by to zapisać aparatem, co jest pretekstem do rozprostowania nóg i daje odpoczynek obolałej kości ogonowej. Im dłużej jadę, tym więcej znajduję okazji, by zsiąść z siodełka 😉.

Jadę, mijam innych amatorów jednośladów, którzy z rykiem silnika manewrują pomiędzy ubytkami asfaltu. Przejeżdżam koło dzieciaków na hulajnogach, wędkarzy przy piwku, młodych rodziców pchających wózek…wiosna jak nic. Tylko coraz trudniej mi pedałować..ten wiatr…ale jeszcze chwila i zmienię kierunek, zawrócę, będzie łatwiej. I co? I niespodzianka. Teraz dopiero mierzę się z niewidzialną siłą, która hamuje moją energię. Ja do przodu, ona w tył. Myślę sobie, co za złośliwy wiatr, ciągle wieje na przekór mnie. A do domu jeszcze raz tyle, ile już z mozołem wypedałowałam. Mimo wszystko trzeba przecież wrócić. Żeby się nie stresować, nie patrzę na drogę, bo ta się akurat dziwnie wydłuża i wzwyż wiedzie, lecz rozglądam się na boki. I wtedy widzę, że drzewa nie machają gałęziami, krzewy stoją w bezruchu, podobnie trawy na poboczach. Znaczy się, że nie ma wiatru, że to nie on hamował moje zapędy, że to kondycja licha po zimie tak mnie zaskoczyła.

A ja się łudziłam…Ale nic to. Pierwsze koty za płoty. Przede mną cały sezon. Może niedługo „wiatr” się uspokoi

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.