“Rękopisy nie płoną”

Dawno nic mnie tak nie poruszyło (nawet propozycje rządowe w sprawie podwyżek płac nauczycieli), jak ta dziwna akcja z paleniem książek przez kapłana i jego liturgiczną służbę w jednej z rodzimych parafii. Palenie książek, w miarę wykształconemu człowiekowi, kojarzy się bardzo źle, bo z czasami, które lepiej byłoby wymazać z historii ludzkości. Taki rytuał, szczególnie gdy staje się niemal liturgicznym, dobrze nie rokuje na przyszłość.

Walka z książkami to coś więcej niż palenie papieru, który przecież można oddać na makulaturę. Palenie książek to manifestacja pogardy dla myśli ludzkiej tylko dlatego, że jest odmienna od świadomości rozpalającego stos. Stosy też już były i były indeksy ksiąg zakazanych. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zwykle to, co zakazane, budzi ciekawość. I w smutnej rzeczywistości, w której ponad 60% Polaków nie czyta książek, może wreszcie coś się ruszy. Z przekory choćby.
Wiem, że są książki kiepskie i niewarte czytania, ale takie obchodzi się szerokim łukiem. Są też książki złe, być może niebezpieczne, ale o nich się milczy. Nie wymienia tytułu tak, jak imienia Lorda Voldemorta. Ale decyzję o tym zostawmy ludziom. 
Niepokoi mnie jednak jeszcze coś innego. Jeżeli z taką łatwością można spalić książkę, to co zrobić z „zainfekowanym” nią człowiekiem? Boję się myśleć.
Pociesza mnie jedno, to co napisał Bułhakow: „Rękopisy nie płoną”. A propos Bułhakowa: jego powieść „Mistrz i Małgorzata” w tej sytuacji jako pierwsza powinna spłonąć. Przecież dla wielu, w tym mnie, jest atrakcyjniejszą wersją ewangelii od tej biblijnej. Tak kłóci się z wizją Kościoła. Bo Jeszua jest tylko filozofem-włóczęgą, a Piłat…a Piłat ma wątpliwości i wyrzuty sumienia. Ale ja zdecydowanie wolę budzącego współczucie prokuratora Judei i niedoskonałą, bo ludzką twarz Jeszui, który naiwnie wierzy w człowieka. I chciałabym widzieć jego sługi jako naśladowców swego mistrza, a nie butnych i przekonanych o własnej nieomylności podżegaczy stosów. Wiem, że są też inni kapłani. Znam kilku takich, którym nic nie można złego zarzucić. Jednak o wizerunku stada może decydować jedna czarna owca, bo od razu zwraca na siebie uwagę.
Na tym kończę, bo czeka mnie jeszcze tyle do przeczytania. Śpieszmy się czytać książki, bo tak szybko płoną 😉

Fot. internety

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.