Bez zmian

Jeśli chodzi o wieści z frontu walki belfrów z MENem to można podsumować jednym określeniem: na zachodzie bez zmian. Na wschodzie, południu i północy też. Nauczyciele trwają w swoim gniewie nazywanym przez nieżyczliwych „wichrzycielstwem”. Rząd też trwa przy swoim uporze, który z kolei nauczyciele nazywają arogancją.


Ciekawa sprawa z tym nazewnictwem i ekspresją werbalną (kiedyś, w zamierzchłych czasach pisałam o tym pracę). Padające w mediach określenia tego, co robią nauczyciele, szokują już nie tylko tę grupę.
Jeden z lokalnych radnych nazywa nas i naszych sympatyków: „zaprzaństwem i lewactwem roznoszącym smród”, „ćwierćinteligentami” i „burakami”. 
Miejscowy kapłan podczas mszy określa nas: „postkomunistyczną swołoczą, której przewróciło się w głowach” i „w szafach ma 70 sukienek i 50 par butów” (czy oni nas śledzą, kiedy wizytujemy miejscowe outlety?). Określa naszą pracę misją. Szkoda, że sam nie pamięta o własnej.
Marszałek senatu z kolei radzi nam pracować dla idei, jak sam to robi (?). Bardzo chętnie – odpowiem – przytulę gratyfikację za tę ideę, jaką ma pan marszałek, czyli 20 tys. miesięcznie.
Słuchanie i czytanie tych złotych myśli skutkuje obniżeniem nastroju (w przypadku bardziej wrażliwych) lub eskalacją wzburzenia (u bardziej wybuchowych). Dlatego przynajmniej na weekend trzeba się wyłączyć, wylogować, uspokoić, przejść w tryb offline.
I tak zrobię, celebrując z bliskimi swoją rocznicę, kiedy walczyłam nie z takim przeciwnikiem jak dziś. A wtedy wygrałam 

🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.