I nastał dzień trzeci

Strajku dzień 3. Dziś tę trójkę wymalowałam sama. Może nie tak artystycznie jak koleżanka wczoraj, ale czy to ważne? Co dzień jest nas tyle samo, ale dzisiaj wydawało się, że jest nas więcej. Może dlatego, że eskalujący gniew czy rosnące wzburzenie wypełniały przestrzeń i tak zagęszczonego pokoju nauczycielskiego. Siedzimy przy otwartych drzwiach i dalej uprawiamy prace plastyczne. Dziś nawet zaangażowani zostali do nich panowie. Niektórzy pierwszy raz w życiu nawlekali nitkę na igłę i świadomie wiązali supły 🙂


Uważam, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Te dni sprzyjają integracji, na co dzień nie mamy na nią czasu, biegając między szkołami, siedząc na pięciominutówkach w swych pracowniach (bo nawet nie opłaca się schodzić do pokoju) czy dyżurując na korytarzach. 
Przez otwarte drzwi widzieliśmy naszych gimnazjalistów zmierzających na swój egzamin. Niektórzy z nas udzielali im jeszcze ostatnich porad, a po egzaminie pytali o wrażenia czy konsultowali zadania. Nie wiem, jak inni, ale ja nie odczułam ze strony uczniów żalu czy zawodu. Mam nadzieję, że przez ten czas, który spędziłam z nimi na lekcjach, dałam z siebie wszystko. Efekt jednak jest sumą naszej wspólnej pracy, bo nauczyciel może wiele przekazać, ale od ucznia zależy, czy tę wiedzę przyjmie i utrwali umiejętności.
I jeśli czytam, że rodzic musi z dzieckiem pracować, bo w szkole pociecha nie przyswoiła wszystkiego, to mam wrażenie, że macie nas za cudotwórców, którzy za dotknięciem magicznej różdżki powinni włożyć (ale z lenistwa i złośliwości tego nie robią) wiedzę, mądrość i umiejętności do dziecięcych głów, rzecz jasna bez wysiłku tegoż dziecka. A jeśli tak jest, to cudotwórcom bez wątpienia potrzebne jest godziwe wynagrodzenie i odrobina szacunku.
Do jutra.
P.S. Dzisiaj wsparły nas Panie z kuchni szkolnej naleśnikami ze szpinakiem. Miły gest. Doceniamy 

🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.