Dzieckiem będąc

Dzieckiem będąc, snułam plany na przyszłość. Plany, rzecz jasna, zmieniały się tak szybko, jak rosłam, a rosłam jak na drożdżach. Przechodziłam przez rozmaite fazy. Najpierw chciałam być pingwinem (pokłosie fascynacji bajką), koniem (takie piękne!), księdzem (myślałam, że nigdy nie umiera), lekarzem tym „od psów” i tym „od ludzi”(uwielbiałam robić zastrzyki)… Najdłużej tkwiłam w fascynacji zawodem nauczyciela. W szkołę bawiłam się chętnie, chętniej niż inne dzieci „w lekarza”. Miałam tablicę, kredę przyniesioną z klasy i gąbkę zabraną z łazienki. Najbardziej marzył mi się dziennik, co jednak łatwe do pozyskania nie było, więc wykorzystywałam rozmaite kwestionariusze, które „pożyczałam sobie” od rodziców.

Nauczyciele imponowali mi, od kiedy przekroczyłam próg szkoły. Pamiętam, jaka dumna wróciłam kiedyś po lekcjach, bo pani wychowawczyni w pierwszej klasie poprosiła mnie o umycie szklanki. Byłam tak zakochana w swojej pani, że podrabiałam jej podpis gdzie popadło, nawet w książeczce SKO J.

Jednak szczególną estymą darzyłam panią od geografii. To dzięki niej po raz pierwszy na poważnie pomyślałam, by uczyć w szkole. Ale droga od tego marzenia do jego realizacji nie była prosta. W liceum już nie byłam pewna co do słuszności tego wyboru. Wtedy zamarzyło mi się dziennikarstwo albo germanistyka, dlatego chyba poszłam na polonistykę (dziwny kompromis). Może to był podświadomy hołd dla mojej pani od polskiego, która niewątpliwie była osobowością.

Po pięciu latach studiów poszłam uczyć do szkoły z głowa pełną ideałów i pomysłów. Czułam, że zwojuję świat. Z czasem ideały lekko się wykruszyły, ale nie na tyle, by szukać innej drogi zawodowej. Miałam poczucie, że moja praca na coś się przydaje, a rozmowy z uczniami zapładniają ich umysły. Myślałam, że objaśniam im nie tylko literaturę, ale klaruję życie i prawa w nim obowiązujące.

Tak było do dziś. Dziś zrozumiałam, że moja rola w tym zawodzie polega na zapewnianiu dzieciom opieki na kilka godzin dziennie i zasiadaniu w komisjach nadzorujących podczas egzaminów. Tylko tyle. A reszta? A reszta jest milczeniem. Milczeniem, które tak boli.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.