Damy radę


Wczoraj na konto wpłynęła mi pensja. Ta okrojona sporo z powodu mojej niesubordynacji, czyli udziału w strajku. „Za strajk się nie należy” – grzmiały pani premier, minister, poseł, czyli te, którym „się należy” za sam fakt oddychania i wydalania oraz reszta oburzonej społeczności, która ma mentalność psa ogrodnika. Nie należy, to nie należy – kłócić się nie będę. Wyjątkowo. Zrozumiałam, że zasada: „kto nie pracuje, ten nie je” czasami obowiązuje i tym razem została zastosowana jako kara za bunt, ale też jako akcja prewencyjna, by do kolejnej kontestacji nie doszło. 
A ja nie mam pewności, czy to właściwa metoda zapobiegania buntom. Nie wiem, jak to jest u innych, ale gdy ktoś mi przykręca śrubę, to prowokuje mnie do kontry. Taki mam defekt (chyba genetyczny) i moje dzieci też można po tym rozpoznać 🙂


Po analizie stanu konta stwierdziłam, że jakoś dam radę. Nigdy mnie wypłata kwotą nie powalała, więc wiem, że w takich sytuacjach dobrze mieć męża/żonę, który/która załata braki, ubytki, deficyty, a przynajmniej z głodu paść nie pozwoli (no chyba że…?). Plan na ten miesiąc jest taki, że sukienek kupować nie muszę, ponieważ jak każda nauczycielka „mam po 15 w każdym kolorze” , podobnie z butami, bo ich chyba posiadam 50 – według skrupulatnych szacunków jednego z lokalnych duchownych. Dam radę!
Na paliwo wydawać nie będę, bo postanowiłam chodzić do pracy, chyba że…będzie padać 🙂 Ale wtedy podjadę darmową komunikacją.
Używek używać nie muszę, no może poza kawą, ale na to też znajdzie się sposób. Ciśnienie stymulować będę wpisami internetowymi pewnego powiatowego radnego, który, operując bogatym zasobem słownictwa, uprawia bezinteresowną miłość własną a pogardę dla reszty.
Słodyczy kupować też nie muszę, bo po pierwsze został nam w pracy spory zapas czekoladek, którymi wspierali nas ludzie życzliwi wobec nauczycieli, a po drugie słodycze przezornie porzuciłam kilka miesięcy temu.
Na pozostałe produkty raczej mi starczy, mam jakieś zapasy w szafkach i zamrażarce. A jak zabraknie, to skorzystam z ogólnodostępnej lodówki dla potrzebujących. Być może znajdę tam coś więcej niż otwartą puszkę piwa. 
Ostatecznie pójdę po prośbie do rodziców, wszak dostaną 13. emeryturę niebawem, a jedzenia nigdy mi nie odmówią. Zamrożone przez mamę pierogi i bigos wystarczyłyby pewnie dla całego naszego grona. 
Jakoś wytrzymam przez ten miesiąc. A w czerwcu dostanę ponad 1000 zł. więcej. Dopiero będzie szaleństwo :). Poczuję się tak, jakbym tę podwyżkę rzeczywiście wywalczyła.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.