Mam to szczęście…

Mam to szczęście, że w porze letniej mogę rano w szlafroku wyjść z kawą przed dom i nieoglądana przez nikogo niepożądanego delektować się bliskością natury, świergoleniem ptaków, no i oczywiście kawą. Brzmi to jak schemat z powieści dla całkiem dojrzałych dziewczynek.

Niestety, podobieństwo miedzy tym moim relaksem, a opisywanymi w książce sekwencjami kończy się zaraz po umoszczeniu się na leżaku. To nic, że kawa pachnie, przydomowe kosy skaczą mi koło nóg lub latają nad głową, a książka tylko czeka, by otworzyć ją na ostatnio czytanej stronie. Właśnie wtedy, gdy gotowa jestem oddać się przyjemnościom, celebrować błogostan, mój wzrok pada na kwiatki w donicy, które smętnie, bo z pragnienia, zwieszają głowy. Wstaję, idę po wodę, podlewam kwiaty. Wtedy dostrzegam, że chwasty bezczelnie włażą mi na ścieżkę. Idę po rękawiczki i rozprawiam się z pokrzywami, mleczami i innym mniej znanym z imienia zielskiem. Wynoszę na kompostownik, wracam, ściągam rękawice i gdy chcę usiąść z powrotem, widzę, że w tak zwanym międzyczasie jakiś ptak załatwił się na poręczy leżaka. Idę do domu po ścierkę, wycieram swoje miejsce z cudzych ekskrementów i licząc na to, że ptak nie wróci „za potrzebą”, siadam podjąć przerwane, a tak naprawdę wciąż nierozpoczęte dziś czytanie. Jeszcze na dobre nie wejdę w świat literackiej fikcji, gdy znowu przywołuje mnie rzeczywistość. Przypominam sobie, że powinnam coś zrobić z nogami. Wiem, że nie da się ich odchudzić, ani wyssać z nich celulitu, ale koniecznie powinnam pozbyć się zalegającej na nich sierści (że też tu rośnie szybciej niż na głowie!). Wstaję, idę do łazienki. Wracam po kilku zdrowaśkach, zadowolona z efektu siadam na leżaku, sięgam po książkę. Wtedy przypominam sobie, że kawa fajnie komponuje się z ciastkiem. Idę po ciastko (uff…Mąż wszystkich nie zjadł). Tym razem nie po książkę, ale po kawę sięgam. Fuj, w pozostałościach po spienionym mleku wiją się muszki. Wylewam kawę, zjadam ciacho, przebieram się odpowiednio i wsiadam na rower, bo przecież teraz trzeba spalić cukier 😛

Mam to szczęście, że w porze letniej mogę rano w szlafroku wyjść z kawą przed dom…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.