Kiedy tak jadę i myślę ;)

Pora ciepła zaczyna się i kończy żółcią. Wiosna – żonkilami w ogródkach, mleczami na łąkach, jaskrami, żarnowcem i polami rzepaku. Zwiastunem wczesnej jesieni stają się słoneczniki, topinambur, dziurawiec, kontrowersyjny w swych właściwościach wrotycz i wszędobylska nawłoć zwana mimozą.

Nawet żółte mirabelki skutecznie konkurują z tymi o czerwonej barwie. Puentują to wszystko przedwcześnie w tym roku pożółkłe liście drzew. I tak jedna żółć przechodzi w kolejną. Zimny odcień w cieplejszy. Wszystko przenika się, nie dając innym barwom szans na przejęcie palmy pierwszeństwa. Nawet czerwieni maków ani niebieskości chabrów. Żółć króluje w tym wypłowiałym krajobrazie.

Ziemia, z której zebrano to, co pożyteczne, straszy ścierniskami, na nich buszują bociany. Coraz ich więcej na polach, gromadzą się na swych żerowiskach. Nabierają sił. Niebawem ostatnia sierpniowa pełnia księżyca. Po niej już bociany odlecą, tam, gdzie będzie cieplej.

Ale wrócą, jak tylko pojawią się znowu żółte pola rzepaków. Bo to niezachwiane prawo natury, którego jej jeszcze nie odebraliśmy.

 I tak koło się toczy. Wszystko płynie, tylko ja coraz starsza…Nieodnawialna. Choć…znowu pójdę do szkoły 😉.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.