Problem z gośćmi

Nie wiem, czy ktoś z was ma to, co ja od paru tygodni. Ostatnio czuję się w domu intruzem. Przychodzę z pracy, a w domu goście i to w ilościach co najmniej hurtowych. Siedzą przede wszystkim w kuchni – w moim domu zawsze kuchnia uchodziła za najbardziej przytulne miejsce – może dlatego?

A może dlatego, że znowu zostawiłam na blacie rozkrojoną cytrynę albo innego dnia szklankę z niedopitym sokiem a jeszcze kolejnego chleba nie zamknęłam w pojemniku? Goście rozsiadają się właśnie na cytrynach, owocach, pieczywie a nawet na zakręconych szczelnie słoikach. Gdy wracam do domu, podnoszą się na moment, przemieszczą z cytryny na pomidora, z chleba na nakrętkę słoika i siedzą dalej. Jest ich tak dużo, że zajmują nawet powierzchnię ścian, na szybach też zostawiają ślady swej bytności. Czuję się już zmęczona ich przedłużającymi się wizytami. Gdy tylko zrobi się cieplej, podwajają swoją obecność. Miałam nadzieję, że jak pochowam wszystko, co lubią, to się wyniosą, ale one uparcie czekają aż otworzę lodówkę i wyjmę cokolwiek do jedzenia.
Koleżanka, z która podzieliłam się tym problemem, powiedziała, że ona ma to samo, ale bawi się z gośćmi w chowanego, co chwilę chowa chleb w inne miejsce, by nie znaleźli. Czasem sama już nie pamięta gdzie 😉.
Ostatnio w sklepie wdałam się w konwersację z inną walczącą z intruzami kobietą. Kupowała odstraszacz na aerozolu, bo już nie wytrzymuje tych wizyt. Pytam, czy to pomaga, a ona, że nie wie. I mówi, że słyszała o naturalnych metodach, na przykład pułapce z octem i płynem do mycia naczyń. No to jej mówię, że już to przerabiałam i nic nie pomogło, wręcz wzmogło wizyty wokół pułapki. „I co pani teraz robi?” – pyta mnie z nadzieją, że mam niezawodny sposób na gości. „Nic, czekam aż umrą śmiercią naturalną i mam nadzieję, że to szybko nastąpi.”
Ktoś jeszcze z was ma problem z owocówkami?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.