Po prostu – choinka

Usłyszałam dziś, że najpiękniejsza choinka to ta, pod którą jest dużo prezentów. Co za bzdura – pomyślałam z nabytą czy wrodzoną przekorą. Dla mnie najpiękniejsza choinka to ta, którą kupuje się tuż przed wigilią. Nie powinna być za duża, by zmieściła się w niewielkim mieszkaniu.

Powinna za to pachnieć i nie za mocno ranić ręce, a na dodatek mocno się trzymać w stojaku, który nie zapodział się w odmętach historii czyli w garażu, zwanym czarną dziurą.. Najpiękniejsza choinka to ta, którą ubiera się z radością oczekiwania na to, co ma niebawem nadejść i z zamysłem, by spodobała się rodzinie. Powinna być klasycznie kiczowata i bardzo swojska. Idealnie byłoby, gdyby wisiały na niej cukierki (a parę dni później same papierki po nich) i malowane orzechy włoskie – tak jak kiedyś, kiedy byłam beztroskim brzdącem. Wieszałam wtedy na drzewku szklane ozdoby w kształcie postaci z bajek (cudne Jacek i Agatka), własnoręcznie sklejane łańcuchy z bibuły, anielskie włosie, które plątało się nie mniej niż dziś elektryczne lampki, które tradycyjnie co roku wystawiają moją cierpliwość na generalną próbę. Ciekawe jak dziś zareagowałoby moje potomstwo, gdybym zamontowała na drzewku oldschoolowe klamerki na świeczki? Zapewne prewencyjnie zaalarmowałoby pobliską straż pożarną. A przecież raptem czterdzieści i kilka lat wstecz takie naturalne lampki nie były niczym nadzwyczajnym 😊. Najpiękniejsza choinka to ta, którą w parę dni po świętach można wynieść z domu, zanim zacznie sypać igłami, a wtedy…a wtedy okazuje się, że w pokoju zostaje tyle wolnego miejsca 😊.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.