W sam raz na grudzień

Dziś Dzień Herbaty. To dobrze, że obchodzi się go w grudniu, który ze swej natury jest ciemniejszy i chłodniejszy niż reszta roku. Dzień Herbaty w czerwcu nie wypaliłby. W czerwcu pije się wodę, sok, lemoniadę, nie herbatę, bo herbata powinna być gorąca. Tak gorąca, by jej ciepło dotarło do szpiku kości.

I rozgrzewając od środka, dodało chęci do życia.
W dzieciństwie nie lubiłam herbaty. Kojarzyła mi się z polopiryną. Mama podawała mi ciepły napar do popijania paskudnego smaku lekarstwa. Niestety, w moim dzieciństwie cytryny były towarem deficytowym, podobnie jak pomarańcze, banany, winogrona…Nikt wtedy nie słyszał o kiwi, kaki, ani nawet o nektarynkach. Stąd też herbata była tylko słodzona, a dodatkiem do niej mógł być do wyboru: cukier lub miód. Nic dziwnego, że od herbaty wolałam mleko. Najlepiej takie świeżutkie z pianką, prosto od krowy. Ewentualnie kompot, byle nie z suszu. Jakże zmienia się ludzka natura! 😊 Dziś uwielbiam i kompot z suszu i herbatę.
Polubiłam ją w wieku nastoletnim. Parzyłam bardzo mocną, „więzienną” – jak to określała moja mama i krzywiła się na jej widok (do dziś nie lubi mocnej i czarnej herbaty). Uwielbiałam taką gęstą gorycz na języku i uczucie ściągniętego podniebienia. Nie słodziłam jej niczym. Życie wtedy było wystarczająco słodkie. Zalewałam ją w szklance, bo wtedy piło się właśnie ze szklanek. Żeby nie parzyły rąk, zakładało się na szklankę metalowe lub słomiane osłonki. Przy szklance takiej herbaty celebrowałam słuchanie Listy Przebojów Trójki. Marek Niedźwiecki lał miód na moje serce, a kofeina nie pozwalała usnąć i zawsze po finale Listy mogłam jeszcze wysłuchać Teatrzyku Zielone Oko (kto dziś go jeszcze pamięta?).
Do dziś nie zmieniło się to, że piję mocną herbatę. Nie jestem w stanie pojąć, jak można robić napar, zanurzając torebkę na kilka sekund w kubku do momentu zabarwienia wody. Toż to lepiej wypić sam wrzątek. Poza tym herbata musi być w filiżance, podobnie jak kawa. Nie lubię pić z wiaderek czyli z przesadnie pojemnych kubków. Bo herbatą trzeba się rozsmakować, a nie tylko gasić nią pragnienie. Dlatego parzenie herbaty celebruję. Dodaję cynamon, imbir i – jak piją ją sama – goździki, których Mąż nie znosi. To taka herbata, która właśnie pasuje na grudniowe dni. W zanadrzu mam też do niej sok z malin i profanującą wszystko cytrynę 😊.
No i herbata powinna być czarna, podobnie jak kawa. Tylko herbata, w przeciwieństwie do kawy nie potrzebuje towarzystwa, dlatego mogę ją pić w samotności. Co właśnie czynię 😊.

fot. z sieci

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.