Niech biegnie


Im bliżej końca roku, tym częściej w bliższych i dalszych kręgach słychać narzekanie: „I znowu kolejny rok”, „I znowu o rok starsza/starszy”, „Jak ten czas goni”. To wszystko prawda. Kiedyś pisałam o względności czasu i o jego skracaniu się w miarę przybywania nam lat, a to wszystko logicznie wyjaśniałam: kiedy mamy dwa lata to rok jest 1/2 naszego życia, a kiedy mamy ich pięćdziesiąt, to rok jest tylko 1/50. A co jest większe 1/2 czy 1/50?
Na pewno czas nam przyśpiesza, tak jak wszechświat się rozszerza, choć to drugie powinno mieć odwrotny skutek na to pierwsze.

Ale z żadnym z tych zjawisk walczyć się nie da, tyko wypada zaakceptować. I ja to też przyjmuję, jak wiele innych przykrych faktów, które z racji bycia faktami są niepodważalne.
Kiedy słyszę: „I znów minął kolejny rok”, mam ochotę powiedzieć: „Ciesz się, że kolejny rok przeżyłaś, nie każdemu było to dane. Jesteś szczęściarą”
Wiem, że każdy z nas chciałby być nieśmiertelny. Taka wizja nęci, kusi, ale i sprowadza na manowce wyobraźni. W wielu kulturach tęsknota za nieśmiertelnością ukryta jest w mitach i baśniach, ale żadne z nich nie precyzują, jak ta nieśmiertelność miałaby wyglądać. Dlatego z dociekliwości pytam: Co zrobiłabym z nieśmiertelnością? Czy musiałabym wiecznie pracować? Bo przecież żaden ZUS nie wytrzymałby wypłacania emerytury w nieskończoność. Czy starzałabym się w linearnie aż do zasuszenia ciała, czy może mogłabym wybrać sobie czas, który zatrzymałaby się dla mnie?
A jeśli mogłabym wybrać, to który z nich mogłabym uznać za właściwy? Czy byłoby to sielskie i naiwne dzieciństwo, które straszyło mnie dziwożonami, w którym bałam się pająków i wiatru a nienawidziłam zup mlecznych w przedszkolu jak i samego przedszkola?
A może fascynujący, ale trudny czas dorastania, wypełniony weltschmerzem, kompleksami i lękiem przed nauczycielem fizyki, której nigdy nie mogłam zrozumieć? A jak wiecznie żyć z nieprzyswojonym prawem dynamiki lub brakiem wiedzy w kwestii obsługi oscyloskopu?
A może zatrzymałabym się na swych latach 20.? Tylko czy zniosłabym to wieczne zmęczenie wczesnym macierzyństwem połączonym z sumiennym wypełnianiem obowiązków studentki? Pierwsze kroki w pracy, która była wtedy dla mnie jak przejście przez poligon z niewybuchami, a w tyle głowy słyszałam: maszeruj albo giń!
A może dekadę później, której z różnych powodów nie wspominam najlepiej? Za dużo rozstań, ostatecznych pożegnań. Nie, stanowczo nie.
To może wieczna czterdziestolatka? Wyzwolona, samodzielna, świadoma, ale nie tylko siebie, również zagrożeń, które czyhają na najbliższych? Zalękniona o zdrowie, życie, rozczarowana człowiekiem?
Nie wiem. Pewnie gdybym miała wybrać czas, który zatrzymałby się dla mnie na wieki, byłby to moment, błysk, kiedy czułam się blisko nieba, wniebowzięta pejzażem, na który patrzę, człowiekiem, który jest obok, czy ulgą, wytchnieniem, które przyszły po bardzo trudnych przygodach, ten czas, kiedy z serca spada głaz.
Bo w życiu piękne są tylko chwile, a szczęście nie trwa wiecznie, dlatego tyle mądrości jest w słowach: ”Chwilo jesteś piękna, chwilo trwaj!”

A czas? No cóż niech biegnie i niesie nam te chwile.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.