Syndrom Boga, czyli krok od szaleństwa

Dzień się wyraźnie wydłuża. To zapowiedź lata i zmiany czasu. Dla mnie chwile dość niekomfortowe. Przyzwyczaiłam się budzić, kiedy za oknem mrok. Zupełnie mi on nie przeszkadza. Zwykle budzę się przed szóstą. Nie umiem spać dłużej. Nigdy nie byłam śpiochem. Jako dziecko nie spałam i nie jadłam. Moje dzieci mi odpłaciły. Jedno nie jadło, drugie nie spało 


Ale wracając do poranków. Od niedawna czuję dyskomfort. Budzę się o stałej porze (nie zmienia to nawet przymusowa pauza od pracy) i widzę jasność. O matko – myślę sobie – dzień zaczął się beze mnie. Straciłam kontrolę nad rzeczywistością, coś się wydarzyło bez mojego udziału, o czymś pewnie nie wiem. Czuję niepokój a nawet strach. Szczególnie w tej nowej sytuacji. Od razu rzucam się do telefonu, by sprawdzić, co przegapiłam przez te chwile jasności, które wyprzedziły moja pobudkę i sprawdzam, co na froncie walki z epidemią, ilu przybyło i ilu – nie daj Boże – ubyło. Obsesja. Szaleństwo… Niech znowu będzie normalnie. I niech nie straszy mnie przegapiony świt.
Przecież nie mogę ciągle czuwać nad wszystkim 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.