Siała baba…

Nosi mnie. Dostaję kręćka. Nie mogę skumulować energii w działaniach, które zwykle wypełniały moje dni, dlatego szukam erzaców. A że jako zodiakalny bliźniak szybko się nudzę tym, co robię, wciąż poszukuję metod na zagospodarowanie dnia.
Sprzątanie było, mycie okien też, szydełkowanie było, porządkowanie ogrodu również. Fotografowanie ptaków z różnym skutkiem i księżyca nawet było.


Wczoraj wymyśliłam, że będę siać warzywa. W tym celu nasypałam ziemi w doniczki-rozsadniki wysiałam nasiona, ale że nasion było więcej niż skompletowanych doniczek, to wzięłam widły i w pocie czoła skopałam część ziemi, zagrabiłam, zrobiłam grządki pod resztę nasion. Posiałam, podlałam i dumna z siebie zaczęłam się przyglądać swemu dziełu niczym Bóg po 6 dniach stwarzania świata. Uznałam, że to było dobre i mogę przez kolejne dni realizować się, kopiąc w ziemi.
Kiedy Mąż wrócił z pracy, pochwaliłam się, jaka ze mnie rolniczka-ogrodniczka. Ba, nawet doczekałam się słów uznania i zachęty, by jeszcze ziemniaki posadzić, pszenicę i żyto zasiać 


Dziś rano, stojąc w łazience, zobaczyłam przez okno, że pod domem kręcą się stada kosów, drozdów i szpaków. Zadowolona, że mam ciekawe obiekty do zdjęć, pobiegłam po aparat, otworzyłam drzwi i zamarłam. Moje rozsadniki poprzewracane, ziemia wysypana, ziarna wydziobane a ptaszyska…a ptaszyska z bezpiecznej odległości czekają aż z powrotem zamknę te drzwi, by spokojnie mogły wrócić do swego szabru w moim niedoszłym ogródku.
Jak widać, będę miała co robić w kolejne dni. Zbuduję teraz stracha na wróble. Półprodukty już mam – coś tam wcześniej wydziergałam na szydełku 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.