“Trzeba uprawiać swój ogródek…”

Amerykańscy naukowcy ustalili, że szczyt epidemii w Polsce już za nami. O ile zwykle z drwiną traktuję to, co po wstępie „Amerykańscy naukowcy ustalili…” jest ciągiem dalszym, to tym razem uczepiłam się ich teorii jak tonący brzytwy. Musi to być prawda, bo szczyt wszystkich szczytów osiągnęliśmy już chyba w tym tygodniu. Mówię o szczycie absurdu szczególnie.


Najpierw dowiaduję się, że pan minister edukacji rozważa rezygnację z matury ustnej, bo zasadniczo ona i tak się nie liczy. To ja pytam tak wsobnie ministra, dlaczego on to teraz dopiero odkrył? Trzeba było pandemii, żeby zobaczyć to, co od lat mówią nauczyciele, szczególnie poloniści? Po cholerę każe się nam przygotowywać młódź do egzaminu ustnego, tracić czas i cierpliwość obu stron, stresować się wzajemnie (kto myśli, że egzaminator nie czuje stresu, niewiele wie o szkolnym życiu), wypełniać setki dokumentów, kiedy ten egzamin i tak się nie liczy? Odstawianie szopki, sztuka dla sztuki, wypełnianie czasu nauczycielom, co by o głupotach nie myśleli? O co w tym wszystkim chodzi? I czy kiedy świat wróci do normy, egzamin ustny będzie kontynuowany?
Wczoraj czytam, że ten sam jaśnie oświecony mąż stanu stwierdził, że przełożenie matur tylko poprawi przygotowanie abiturientów do egzaminu. Będą mieć więcej czasu do nauki – argumentuje człowiek o mimice równie wyrazistej jak polityka jego resortu. A zadaniem nauczycieli będzie prowadzenie indywidualnych konsultacji z maturzystami, by ich w tym przygotowaniu wzmocnić. Dyrektor szkoły będzie miał obowiązek stworzyć harmonogram takich konsultacji – stanowi projekt pana od edukacji.
Jak mocno odklejony jest od szkolnej rzeczywistości człowiek, którego nazwisko jedynie może pozytywnie się kojarzyć, wie nauczyciel, taki zwykły szkolny żuczek.
Po pierwsze, jak pan minister wyobraża sobie indywidualne konsultacje w czasie pandemii? Po drugie, jak nauczyciel ma zmotywować uczniów do nauki, kiedy po wystawieniu ocen ich pobudki, by zgłębiać tajniki nauki spadają do zera? (wiem to, bo widzę, jak systematycznie zmniejsza się liczba biorących udział w zajęciach w ostatnim tygodniu) I po trzecie, tak po chłopsku pytam, być może małostkową będąc: kto mi zapłaci za dodatkową pracę, bo za nauczanie maturzystów płaci się belfrom do 24 kwietnia? A bycie Siłaczkami już dawno przestało być dla nas atrakcyjne. Podobnie jak dla lekarzy wcielanie się w rolę Judymów.
Nie będę tu rozwodzić się nad innymi pomysłami reszty szefów rozmaitych resortów, bo wszystko widać gołym okiem i słowa nie są tu potrzebne. Natomiast mam nadzieję, że osiągnąwszy szczyt, teraz będziemy wracać do takiej stabilizacji, która pozwoli mniej rzucać się w oczy indolencji a zarazem arogancji elit na szczycie.

Ulało mi się tej frustracji deczko przy sobocie, dlatego teraz idę siać rzodkiewkę i fasolkę, bo jak to mistrz ironii pisał: „Trzeba uprawiać swój ogródek” i dodawał: „Pracujmy, nie rozumując, to jedyny sposób, aby życie uczynić znośnym” 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.