Post mortem, czyli moje 12 groszy

Zastanawiałam się, czy cokolwiek na ten temat pisać, bo internet i tak się gotuje od komentarzy nad aferą z PR3. Jednak stwierdziłam w dyskusji z samą sobą, że napiszę, bo Trójka to całe moje świadome życie. Trójki słuchałam od dzieciństwa, bo słuchali jej moi rodzice. To było dla mnie radio z klasą, choć wtedy nie umiałam tego tak nazwać. Uwielbiałam te głębokie radiowe głosy prezenterów, dziennikarzy, korespondentów. Dorastałam z Trójką.

Już pisałam o tym, jak celebrowałam Listę Przebojów co sobotę, nagrywałam największe przeboje, upajałam się tembrem głosu Niedźwieckiego. A późno w nocy słuchałam Teatrzyku Zielone Oko. Uwielbiałam Manna, Wasowskiego..
Z Trójką wchodziłam w dorosłość, bo okazało się, że i Mąż lubi tę stację. Jako licealista zachwycał się audycjami Tomka Beksińskiego, kolekcjonował nagrania z radia.
Trójkę miałam ustawioną w aucie, a kiedy dorosło mi dziecię i brało mój samochód, wkurzało mnie, że zmienia stację na jakiś komercyjny gniot, który epatuje hałasem, chaosem i miałkością przekazu. Rozgrzeszałam go jednak niewyrobionym gustem i młodzieńcza energią.
Trójka mnie budziła. Zwykle tym, co w danej chwili nadawano, odmierzałam czas i dni tygodnia. Uwielbiałam nocne audycje Sosnowskiego, piątkową Drakulę Manna…Anny Gacek, gdy wracałam do domu z pracy, też chętnie słuchałam, szczególnie, gdy przekomarzali się z Mannem.
Nie mogłam za to znieść Strzyczkowskiego i jego „Za a nawet przeciw”, gdzie dopuszczał do głosu wszelkiej maści sfrustrowanych pieniaczy, którzy za niego robili tak zwany samograj. Nie lubię agresji, a z tej audycji zła energia wyciekała przez głośniki radia i psuła nastrój, akurat wtedy, gdy wsiadałam do auta po 5 lekcjach.
Nie lubiłam też „Sjesty” Kydryńskiego, ale z zupełnie innego powodu. Muzyka „Sjesty” była piękna i kojąca, ale pora nadawania audycji, niedzielne popołudnie, wykluczała miłe doznania, bo kto lubi niedzielne popołudnia z perspektywą poniedziałkowego poranka? Może dlatego Kydryński tak często puszczał fado? Może miał to samo, co ja?
Od jakiegoś czasu przestałam słuchać Trójki. Magia tego radia zaczęła znikać wraz z ludźmi, którzy kiedyś ją tworzyli. Dziwiłam się, że niektórzy z nich zostali tak długo.
W tym roku nawet ominęłam żelazny punkt majówki, czyli Polski Top Wszech Czasów.
Agonia Trójki była długa i rozłożona w czasie na tyle, że dziś nie mam zamiaru płakać. To było do przewidzenia.
Szkoda, że umarł, albo – precyzyjnie – został zamordowany jakiś symbol. Kawałek mojego emocjonalnego życia.
P.S
W 1968 roku władza ściągnęła z afisza „Dziady” w reż. Dejmka. Jak to się skończyło?
W 2020 roku władza usuwa piosenkę Kazika. Co z tego wyniknie?
Nie można porównywać tych wydarzeń artystycznych, ale każde pokolenie ma przecież swoje symbole i swoją cierpliwość 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.