Z innej perspektywy

O tym, że kocham robić zdjęcia, pisałam nie raz i nie dwa. O tym, że to mnie uspokaja – też wspominałam. Jak na razie od lat to jest jeden z nielicznych faktów, które nie ulegają zmianom. A zmienna jestem jak to z zodiakalnym Bliźniakiem bywa. Nietrwała w miłości do rzeczy i czynów 😊

Jednak dnia bez zrobienia zdjęcia nie umiem sobie wyobrazić.

A to wszystko z powodu mojego Męża. Gdyby nie kupił mi kilkanaście lat temu aparatu, pewnie moje życie i dysk laptopa byłyby uboższe o te tysiące zdjęć, którymi zatrzymuję chwile.

A kupił mi ten sprzęt dla świętego spokoju. Kiedy jeszcze nie robiłam zdjęć, marudziłam mu, gdy podczas wspólnych wypraw tkwił bez ruchu kilkanaście minut, przypatrując się jakimś robalom lub źdźbłom trawy. Dlatego dostałam aparat, by też tkwić. I tak tkwię cyklicznie, szczególnie latem nad tym, co pozornie niewidoczne, a na pewno niezrozumiałe dla osób bez aparatu.

Bo mało kto rozumie sens kucania w trawie, klęczenia nad kwiatami, przysiadów w krzakach. Może to być uciążliwe dla naszych niefotografujących towarzyszy spaceru. Chociaż … mam jedną znajomą, z którą dość często wyprawiam się w góry, akceptującą moją manię zbaczania z trasy. Nawet sama, zmęczona tempem wędrówki sugeruje: Nie chcesz zrobić jakiegoś zdjęcia, bo ja bym chwilę odsapnęła 😊.

Najbardziej fascynuje mnie robienie zdjęć w trawie. Pozornie nic tam się nie dzieje, ale wystarczy zmienić perspektywę patrzenia, by oczom ukazały się całe owadzie narody. Gdy tylko przyzwyczai się oczy do tej mikroskali, okazuje się nagle, że tam toczą się makrodramaty i megaromanse. Można zobaczyć wojujące ze sobą pająki, które walczą na nitce sieci jednego z nich. Jest szansa zobaczyć, jak urocze w swej fizyczności ważki brutalnie polują na powietrzny plankton. Jak tygrzyki kamuflują swoje śmiercionośne sieci, czekając na zbłąkane lub nieostrożne świerszcze. Jak mrówki w posłusznym rządku dźwigają na plecach truchła innych owadów. Jak zielone pluskwiaczki maskują się na identycznych w kolorze liściach, a malutkie ćmy przysiadają na łodygach traw, udając liście. Jak biedronka poluje na mszyce. Jak skrzypionki naśladują pozycje z kamasutry, a muchy uprawiają miłość w locie…

W tej całej zabawie patrzenia obiektywem na trawiasty mikrokosmos jest jakaś magia, bo okazuje się, że świat jest o wiele większy i bardziej pojemny, niż nam się wydaje na pozór. I nachodzi mnie nieodmiennie ta sama refleksja, że gdzieś nad nami też jest ktoś, kto patrzy na nas przez szkiełko i dziwuje się naszym makrodramatom i megaromansom.

Mam tylko nadzieję, że jest bardziej ostrożny ode mnie i nie zdarza mu się przez przypadek, zupełnie nieumyślnie w pogoni za motylem zapędzić go w pajęczą sieć. Chociaż, kto wie? To by wiele tłumaczyło.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.