Kiedy mówię sobie: dość!


Wiecie, ile książek dla kobiet zaczyna się od tego, że Ona ma dość. W zależności od wersji może mieć dość Jego/domu/pracy/miasta…
Niezależnie od tego, kogo lub czego Ona ma dość, po prostu porzuca to i zaczyna od nowa, w innym miejscu. Zazwyczaj samotnie, ewentualnie z obciążeniem genetycznym, czyli własnym potomstwem. Jednak najczęściej bez ojca w pakiecie, bo On okazał się inwestycją nad wyraz przeszacowaną, o czym Ona przekonuje się w najmniej sprzyjającym życiowo momencie.
Ile razy i ja mówię sobie: dość! Ile razy w ciągu roku nachodzi mnie myśl, by rzucić wszystko w diabły i kupić walącą się wiejską chałupę na jakimś wygwizdowie, by tam zacząć jeszcze raz, bez błędów i wypaczeń. Bez ludzi, na których trudno patrzeć i jednocześnie nie czuć skrętu kiszek. Jakby tak znowu mieć carte blanche od losu. Znaleźć nową pracę, nowych znajomych, nowe, lepsze życie na tę drugą „mniejszą połowę” 😉

W książkach to wszystko jest takie proste. Praca znajduje się sama, remont robi się za darmo, ludzie życzliwi pomogą bez mrugnięcia okiem…
Ale życie to nie powieść i dlatego choć kilka razy w roku dopada mnie myśl, żeby oddzielić grubą kreską, to co było od tego, co być może, to nie jestem tak głupia, by wierzyć w powodzenie tego planu.
Głowę studzi mi myśl, że gdziekolwiek bym uciekła, to przede wszystkim zabiorę ze sobą siebie – po prostu nie ucieknę przed sobą. Niczego nie zmieni nowa sceneria i nowi statyści w tym teatrze.
To tak jak nowa sukienka czy nowe auto nie zmienią mnie, tylko będą nową ramą do starego obrazu.
W środku będę cały czas sobą. A skoro nie mogę być nikim innym, to zamiast uciekać Gdzieś, by zaczynać Coś od nowa, lepiej może pokochać siebie 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *