Aplikacja na życie

Niedawno Syn Młodszy wgrał mi do telefonu aplikację, która liczy kalorie. Wiadomo, że kalorie są podstępne, złośliwe, na dodatek zazwyczaj gnieżdżą się w tym, co smaczne i, niestety, działa na porost bioder. Co by wszystko mieć pod kontrolą i być fit-człowiekiem, zaczęłam korzystać z tej aplikacji. Po kilku dniach zrozumiałam, że każda przyjemność kończy się rachunkiem sumienia. Rano zjadam jajecznicę z grzankami, na drugie śniadanie chwytam kawałek poświątecznego mazurka, na obiad kotlet z ziemniakami…a potem siadam nad telefonem i zwierzam się z przeżytych i przeżutych smaków. I tak za każdym razem. A wieczorem aplikacja podlicza mnie i mówi, że zanadto rozbujałam się z węglowodanami, a za to było zbyt ubogo w białka, co jak wiadomo jest wykroczeniem przeciw zasadom, które każdy fit-człowiek zna i stosuje. A ja się dopiero uczę.

Dziś pomyślałam sobie, że dobrze byłoby stworzyć taką aplikację na życie. Na przykład chcesz być „fajnym człowiekiem” i ustalasz sobie taki cel. Codziennie wieczorem wbijasz w telefon swoje uczynki. Ile razy byłeś życzliwy dla obcych, ile razy powiedziałeś coś miłego żonie/mężowi, ile razy obrobiłeś tyłek koleżance/koledze, ile razy skłamałeś w sprawach ważnych, a ile w nieważnych, ile razy w myślach zgrzeszyłeś rozpustą, a ile razy pofolgowałeś sobie czynem. Rozliczasz się z dnia i widzisz, że na przykład w kategorii “dobra matka” masz niedobór 30%, a w rubryce “wierna przyjaciółka” na minusie aż 60%, za to w miłości własnej superata o 25%. I już wiesz, że do „fajnego człowieka” jeszcze ci trochę brakuje, ale jutro będzie lepiej, bo dopiero się uczysz…

Jest tylko jedno niebezpieczeństwo z tymi aplikacjami. Niedawno przyłapałam się na tym, że kiedy zobaczyłam w telefonie, że już przekroczyłam limit dziennych kalorii, nie wyspowiadałam się z wieczornego kawałka ciasta. Aplikacja nic o nim nie wie. Ciii…Jest dobrze 😉

Tylko skąd te kilogramy?

22

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.